zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 17 października 2018

recenzja: Pain Of Salvation "In The Passing Light Of Day"

12.08.2018  autor: Meloman
okładka płyty
Nazwa zespołu: Pain Of Salvation
Tytuł płyty: "In The Passing Light Of Day"
Utwory: On A Tuesday; Tongue Of God; Meaningless; Silent Gold; Full Throttle Tribe; Reasons; Angels Of Broken Things; The Taming Of A Beast; If This Is The End; The Passing Light Of Day
Wykonawcy: Daniel Gildenlow - wokal, gitara; Ragnar Zolberg - gitara; Daniel D2 Karlsson - instrumenty klawiszowe; Gustaf Hielm - gitara basowa; Leo Margarit - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Inside Out Music
Rok wydania: 2017
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7

Daniel Gildenlow, lider i wokalista Pain Of Salvation, w 2014 roku ciężko zachorował i trafił do szpitala, gdzie spędził sporo czasu, ocierając się nawet o śmierć. Lekarze zdiagnozowali w niego rzadką chorobę nazywaną: martwicze zapalenie powięzi. Symptomem tej przypadłości był bardzo silny ból pleców. Leczenie polegało na stosowaniu bardzo silnych antybiotyków. Nowa płyta grupy Daniela powstała pod wpływem tych przeżyć i jest propozycją koncepcyjną zawierającą głębokie przemyślenia na temat życia. Odkrywa inne spojrzenie na świat w obliczu nieuchronności tego, co każdemu z nas może zgotować los.

"In The Passing Light Of Day" przedstawia muzykę niepokorną, zawierającą mnóstwo zmian rytmicznych oraz trochę połamanych rytmów gitarowo-perkusyjnych. Wiele tu progmetalowego riffowania. Wokalnie mamy duże rozpiętości: od deklamacji i delikatnego śpiewania, poprzez mocny głos rockowy, do krzyku - ale artykułowanego. Ścieżka wokalna wzbogacona jest kobiecymi wokalami i męskimi chórkami. Na pewno nie jest to płyta nudna, chociaż dosyć długa, trwająca trochę ponad siedemdziesiąt minut. Znajdziemy na niej też klasyczne fragmenty w konwencji metalu, hard rocka względnie rocka progresywnego. Niemalże w każdym numerze słychać zaskakujące zwroty akcji, spowolnienia lub przyspieszenia rytmu. Zaznacza się też udział orkiestrowych instrumentów takich, jak obój i rożek angielski (Anette Kumlin) oraz skrzypce (Camilla Ardvisson i David Ra Champari). Jeżeli nawet wkrada się do muzyki trochę chaosu, to tylko na chwilę, potem wszystko wraca do harmonii. Jako gość w nagrywaniu uczestniczył też Halfdan Arnason na kontrabasie.

Album zawiera dziesięć utworów, w tym jakby dwie główne kompozycje, na początek i finał. Otwarcie stanowi "On A Thusday" - długi, ponad dziesięciominutowy numer, będący mieszanką prog metalu i rocka. Dalej trzy krótsze propozycje, w tym piękna krótka ballada "Silent Gold", gdzie gościnnie zagrał na basie i melotronie Peter Kvint. W środku stawki mamy nagranie z pokręconymi rytmami gitary, "Full Throtte Tribe" (jedno z dłuższych - dziewięć minut). Wyśmienicie prezentuje się "Angels Of Broken Things" (według mnie najlepsza po temacie tytułowym) w stylu rocka progresywnego z wyraźnymi klimatycznymi solówkami gitarzystów. Jest tu płynność akcji, nastrój i budowanie głównego tematu. Trzy ostatnie numery są esencją tej płyty. Najpierw bardzo dobre, radośnie brzmiące "The Taming Of The Beast", mocno rockowe w refrenie z delikatnymi zwrotkami bez fraz gitarowych, czyli melodyjnie z zaznaczonym podstawowym motywem. "If This Is The End" jest nastrojowym, trochę ponurym wstępem do głównego utworu na krążku. Słyszymy najpierw przez moment akordeon, akompaniament gitary i głos. Mamy też mocniejsze uderzenie w połowie, potem wraca spokój, ale końcówka to zdecydowane ostre granie.

Tytułowy utwór, "The Passing Light Of Day", jest genialny w swojej prostocie. Wszystko początkowo obraca się wokół krótkiego tematu gitarowego z wokalem, który systematycznie się rozwija, nabiera tempa oraz mocy uderzeniowej. Zapada w pamięć ze względu na melodię. Apogeum tej piętnastominutowej kompozycji następuje w granicach jedenastej minuty, kiedy krystalizuje się pełna wersja rockowego brzmienia - lecz wszystko sączy się płynnie w formie balladowej. W finale następuje wyhamowanie i powrót do początkowych klimatów z udziałem instrumentów smyczkowych i orkiestrowych dętych, a te kilka sekund na zakończenie brzmi niczym Islandczycy z Sigur Ros. Dobre wydawnictwo, warte posłuchania.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Pain Of Salvation "In The Passing Light Of Day"
Krewetka (gość, IP: 94.254.180.*), 2018-08-23 18:10:57 | odpowiedz | zgłoś
Za gorąco teraz na chłopaków w rajstopach,
posłucham płyty na jesieni
re: Pain Of Salvation "In The Passing Light Of Day"
pik (gość, IP: 79.184.146.*), 2018-08-23 20:54:05 | odpowiedz | zgłoś
U mnie już zaczęła się (muzyczna) jesień ;p
a tegoroczne popierdolone lato, to ja chcę jak najszybciej wymazać ze swojej pamięci - choć oczywiście te kalendarzowe lato jeszcze trwa, ale już niedługo..
re: Pain Of Salvation "In The Passing Light Of Day"
RadomirW (gość, IP: 194.30.179.*), 2018-08-24 12:46:38 | odpowiedz | zgłoś
Masz dosyć trwającego bez końca gorąca i słońca (ja tym tez już rzygam) czy też inne aspekty dały Ci w kość w tej porze roku?
re: Pain Of Salvation "In The Passing Light Of Day"
pik (gość, IP: 79.184.163.*), 2018-08-24 17:05:29 | odpowiedz | zgłoś
to znaczy co do pogody, to ja już nawet przestałem się nią hmm irytować zwłaszcza irytować heh, w końcu jak jest lato to musi być ciepło i gorąco lol choć ja tam wolę inne powiedzenie: jak jest zimno... film 'Miś' z tego co pamiętam ;)
Przede wszystkim to kontuzja lewego ramienia (jaką odniosłem w połowie czerwca) + operacja i najpierw gips, teraz jakaś specjalna kamizelka ortopedyczna a ręka nadal w kiepskiej formie (rehabilitacji jeszcze nie zacząłem) no tak, wiem potrzeba czasu na to wszystko... niemniej chciałbym, żeby to był już październik albo listopad.. grudzień(?) i myślę, że będzie lepiej:)
re: Pain Of Salvation "In The Passing Light Of Day"
pik (gość, IP: 79.184.163.*), 2018-08-24 21:09:24 | odpowiedz | zgłoś
edit. miałem na myśli: 'jak jest zima, to musi być zimno..'' no i fakt, czasami jest zimno.. ale tylko czasami ;p
re: Pain Of Salvation "In The Passing Light Of Day"
pik (gość, IP: 79.184.146.*), 2018-08-23 16:13:03 | odpowiedz | zgłoś
w moim przypadku, to przede wszystkim koncert PoS na tym klimatycznym MH festiwalu w katowickim Spodku (Sierpień 2010 rok) dał mi takiego bodźca do większego zaznajomienia się z tym zespołem, bo wcześniej chyba ich -bardzo- słabo znałem...
i choć pojechałem wtedy na ten fest głównie na Opeth, Katatonię i Riverside to IMO najlepsze 'szoł' tego dnia, zagrało właśnie PoS ;)
zwłaszcza jak usłyszałem 'Falling' & 'The Perfect Element' to ciary mnie przeszły wzdłuż kręgosłupa z tego co pamiętam ;)
nawiasem mówiąc: 1 wrz. koncert w Warszawie a 2 wrz. w Krakowie - tego lata oczywiście:)
re: Pain Of Salvation "In The Passing Light Of Day"
bandrew78
bandrew78 (wyślij pw), 2018-08-22 22:53:58 | odpowiedz | zgłoś
Mam problem z tą kapelą - niby lubię takie granie, ale podchodząc kilka razy do próbek ich dokonań odbijałem się i nigdy mnie nie przekonali. Ktoś poleci, od jakiego pełniaka warto zacząć (na nośniku mam tylko "Road Salt Two" i tez nie chwyciło), bo może omija mnie coś naprawdę wartościowego?
re: Pain Of Salvation "In The Passing Light Of Day"
Wolrad
Wolrad (wyślij pw), 2018-08-22 23:42:41 | odpowiedz | zgłoś
Też tak mam z tym zespołem, niby ma "momenty", ale to do mnie nie trafia. Przestałem nawet podejmować kolejne próby.
re: Pain Of Salvation "In The Passing Light Of Day"
martinez1 (wyślij pw), 2018-08-23 09:20:26 | odpowiedz | zgłoś
Łatwa ta muzyka nie jest. Trochę trzeba sie w to wgryźć. Te płyty które wymieniłeś są ogólnie słabe. Najlepsze są te co wymieniłem a więc Perfect Element i Remedy Lane. Od tego mozna zacząć
re: Pain Of Salvation "In The Passing Light Of Day"
RadomirW (gość, IP: 194.30.179.*), 2018-08-24 09:51:40 | odpowiedz | zgłoś
Ja mam Entropię (fajna, choć momentami słychać jeszcze spore wpływy Dream Theater), Perfect Element I (to jest majstersztyk progresu), Scarsick (to z kolei przysłowiowy groch z kapustą i jednak rozczarowanie) i ostatnią, która mi się podoba choć jest strasznie surowa i ciężka jak na ten zespół. Zamierzam uzupełniac w przyszłości. Ogólnie jest to świetny, bardzo oryginalny i niestety nie do końca doceniany zespół, którego dyskografia (podobnie jak twórczość Fates Warning) jako całość bije na głowę dokonania Dream Theater. Przy okazji PoS mieli spory wpływ na dokonania naszego Riverside szczególnie ich ostrzejszego okresu historii czy REM i ADHD.
« Nowsze
1