zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 1 marca 2021

recenzja: Riverside "Out Of Myself"

4.02.2004  autor: Justi
okładka płyty
Nazwa zespołu: Riverside
Tytuł płyty: "Out Of Myself"
Utwory: The Same River; Out Of Myself; I Believe; Reality Dream; Loose Heart; Reality Dream II; In Two Minds; The Curtain Falls; OK
Wykonawcy: Piotr Grudziński - gitara; Mariusz Duda - wokal; Piotr Kozieradzki - instrumenty perkusyjne; Jacek Melnicki - instrumenty klawiszowe
Rok wydania: 2003
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

Nazwa Riverside od kilkunastu miesięcy przyspiesza bicie serca każdego fana muzyki progresywnej. W tym czasie bowiem ten warszawski zespół dał się poznać z jak najlepszej strony - zarówno w trakcie koncertów, jak i na płycie demo, na której znalazło się pięć utworów: "The Same River", "Out Of Myself", "Reality Dream", "Loosing Heart" oraz "The Curtain Falls". Zawartość tego krążka bardzo spodobała się miłośnikom art-rocka oraz tego typu klimatów i pozyskała dla zespołu rzesze fanów, którzy niecierpliwie oczekiwali na długogrający album. Debiutancka płyta Riverside ukazała się tuż przed ubiegłorocznymi świętami Bożego Narodzenia i przyniosła muzykę zgodną z oczekiwaniami - można na niej usłyszeć starego rocka kojarzącego się z Pink Floyd ("The Same River"), ale także współcześniejsze brzmienia nasuwające na myśl zespoły takie jak Opeth czy nawet Anathema ("Reality Dream"). Znalazł się na niej materiał znany z dema oraz cztery nowe, doskonale dopełniające całość, utwory. Na pewno były osoby, które po analizie składu zespołu zaczęły przecierać oczy ze zdumienia - bo ani dokonania Hate, w którym udzielał się perkusista Piotr Kozieradzki, ani Unnamed, w którym na gitarze grał Piotr Grudziński, nie kojarzą się bynajmniej z rockiem progresywnym... Widocznie gdzieś w głębi ich serc drzemała sympatia do "progresywnych łamańców" i ujawniła się w odpowiednim momencie - zresztą mam wrażenie, że właśnie dzięki wcześniejszym dokonaniom członków zespołu "Out Of Myself" jest tak mocne i wyraziste.

Do promocji na singlu wytypowany został kawałek "Loose Heart", jednak moim zdaniem w ucho najbardziej wpada tytułowy "Out of Myself", a zwłaszcza powtarzające się zdanie "Voices in my head...", od którego trudno się uwolnić... Z drugiej strony nie wątpię, że muzycy mieli duży problem z wyborem kawałka na singiel - na tej płycie ciężko jest wyróżnić, który z utworów jest lepszy, a który gorszy - ich największą siłą jest to, że słuchane razem budują napięcie i niesamowity, pełny niepokoju nastrój.

Odrębną sprawą są teksty, wszystkie napisane przez wokalistę Mariusza Dudę. Stanowią całość i są opowieścią o podróży w głąb siebie, o walce ze słabościami i problemami. O tym, że walka ta jest zwycięska, przekonujemy się w ostatnim utworze "OK" - bohater w końcu godzi się ze sobą: "There's darkness in my mind - ok". Właściwie nie trzeba nawet znać angielskiego żeby dzięki samym dźwiękom instrumentów i modulacji głosu Mariusza wcielić się w postać bohatera tej historii i razem z nim odczuwać strach, marazm, czasami wręcz depresję i wraz z nim pokonać czarne myśli i dostrzec słońce.

Dlatego ta płyta, chociaż smutna i przejmująca, daje nadzieję i odrobinę optymizmu. Po przesłuchaniu jej mnie też ogarnęło to uczucie - bo "Out Of Myself" jest naprawdę bardzo dobrą płytą, której warto posłuchać. Kunszt muzyczny i tekstowe "wizjonerstwo" sprawiają, że album ten zapada w pamięć na długo. Zresztą najlepszym dowodem na jego klasę jest fakt, że współpracę z Riverside nawiązała amerykańska wytwórnia Laser's Edge. Cóż mogę dodać? Chłopakom życzę powodzenia w podbijaniu zagranicznych rynków, a fanom jak najwięcej tak interesujących nagrań.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Riverside "Out Of Myself"
pik (gość, IP: 83.24.21.*), 2016-02-22 21:29:30 | odpowiedz | zgłoś
Świetny album (dla wielu fanów najlepszy) piękne piosenki, niesamowite melodie, jak dla mnie właściwie nigdy nie zeszli poniżej pewnego poziomu, ostatnia płyta co prawda średnio mi podeszła, ale wiem że zbiera(ła) znakomite recenzje. Niemniej ja nie wyobrażam sobie tego zespołu bez gry Piotra Grudzińskiego. Zobaczymy co dalej.
re: Riverside "Out Of Myself"
Sigurd wawa (gość, IP: 89.75.191.*), 2013-03-19 20:05:13 | odpowiedz | zgłoś
Bardzo dobra płyta. Ale prawdziwy rozwój
Riverside zaczyna się od drugiej płyty.
Bardziej rozbudowane kompozycje, wejście w świat progrocka.
re: Riverside "Out Of Myself"
pik (gość, IP: 79.163.9.*), 2013-03-20 13:32:19 | odpowiedz | zgłoś
Zgadzam się, choć moją ulubioną płytą Riverside jest REM
re: Riverside "Out Of Myself"
PiotrekZZZ (gość, IP: 89.75.144.*), 2013-08-13 19:52:53 | odpowiedz | zgłoś
Ja się raczej nie zgadzam. Każda kolejna płyta była rzeczywiście lepsza od poprzedniej ale w głównej mierze pod względem technicznym. Prawda, kompozycje na pierwszej płycie Riverside są prostsze konstrukcyjnie, może i sama jakość nagrań również odstaje od chociażby ADHD jednak żadna z kolejnych nie jest w stanie powtórzyć ani nawet zbliżyć się do klimatu debiutanckiego albumu. Na "Out of Myself" udało im się uchwycić taką magię, mistycyzm, pewien rodzaj transu, dreszczyk tajemnicy i nieopisywalne emocje związane z zetknięciem się z czymś nowym. Dla mnie, "Out of Myself" to taki odpowiednik u Dream Theater płyty "Images and Words". Wspaniały album genialnego zespołu, niesamowicie posłuchać jej znów z krążka z pierwszej edycji, co do niej, oryginalna wersja graficzna, również prostsza pod względem koncepcyjnym od amerykańskiej ale jakże cudownie spasowana z zawartością płyty...
re: Riverside "Out Of Myself"
Private Eco (gość, IP: 37.8.245.*), 2013-08-13 21:41:36 | odpowiedz | zgłoś
Otóż to. Na tym albumie jest obecny ten najprzyjemniejszy rodzaj rokendrolowej magii, to coś, co zabiera cię w podróż od pierwszego dźwięku. Jedna z lepszych polskich płyt dekady, nawet nie przychodzi mi na myśl nic lepszego co w PL wyszło po 2000. Szok, że to już 10 lat minęło.
re: Riverside "Out Of Myself"
mariuniu (gość, IP: 87.204.126.*), 2013-03-19 18:47:36 | odpowiedz | zgłoś
Genialna inspirująca płyta. Niesamowite ,że band z Polandii.Można tworzyć piekną muzykę korzystając ze staryh sprawdzonych form Floydów , Opeth, Anathemy czy Pendragon.Polecam wrażliwcom.
Riverside
Narcos
Narcos (wyślij pw), 2009-06-04 17:51:41 | odpowiedz | zgłoś
Ta płyta zabija po prostu!!!! Niesamowita magia bijąca z ich instrumentów zdaje się hipnotyzować słuchacza i trzyma w ryzach do samego końca! Wszyscy "muzykanci" i "grajkowie" (mówię tutaj o ludziach grających (próbujących) grać na jakimś z instrumentów... będą zwyczajnie zachwyceni) Ja jako że gram na gitarze, zwróciłem i zwracam do teraz najbardziej uwagę do Piotra Grudzińskiego... Nie wiem Panowie i Panie skąd ten człowiek bierze takie melodie ale są one po prostu rewelacyjne. Niesamowity album, niesamowita muza, niesamowity zespół. 11/10!!!