zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 22 lipca 2024

recenzja: Sepultura "Schizophrenia"

20.06.2024  autor: Krasnal Adamu
okładka płyty
Nazwa zespołu: Sepultura
Tytuł płyty: "Schizophrenia"
Utwory: Intro; From the Past Comes the Storms; To the Wall; Escape to the Void; Inquisition Symphony; Screams Behind the Shadows; Septic Schizo; The Abyss; R.I.P. (Rest in Pain)
Wykonawcy: Max Cavalera - wokal, gitara rytmiczna; Andreas Kisser - gitara prowadząca, gitara akustyczna, chóry; Paulo Jr. - gitara basowa; Igor Cavalera - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Cogumelo Records, Roadrunner Records
Premiera: 30.10.1987
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

Młody zespół z Brazylii miał już pierwsze pozycje w dyskografii, względnie ustabilizowany skład i wykształcony styl. Wciąż brakowało za to poważnego sukcesu. Rok 1987 przyniósł zmianę na stanowisku gitarzysty prowadzącego - Jairo T. został zastąpiony przez Andreasa Kissera z posiadającej w dorobku tylko demówki grupki działającej kolejno jako Esfinge i Pestilence, bez związku z identycznie nazwaną formacją z Holandii. Sepultura miała jeszcze co nieco do poprawy na niektórych polach, a album "Schizophrenia" mógł się okazać początkiem nowego etapu w historii kapeli.

Intro i outro są w pewnym sensie rozwinięciem pomysłów ze wstępu z "Bestial Devastation" oraz otwarcia i zamknięcia z "Morbid Visions". Po pierwsze, Sepultura ponownie wykorzystała cudze dzieła bez podania autorów. Tym razem klamrę tworzą motywy z "Psychozy" Alfreda Hitchcocka, tylko w aranżacji budzącej skojarzenia raczej z oprawą dźwiękową filmów Johna Carpentera, i z "Karnawału weneckiego", tu w formie brzmiącej jak muzyczka z wesołego miasteczka trzysekundowej wstawki w finale kończącego materiał "R.I.P. (Rest in Pain)". Owszem, z książeczki można się dowiedzieć, że na albumie na syntezatorze zagrał Henrique z Pouso Alto, a na skrzypcach - Paulo Gordo. Nazwisko kompozytora Bernarda Herrmanna jednak nie pada, nie ma też wzmianki o wariacjach Paganiniego. Drugim elementem intra przypominającym wcześniejsze publikacje grupy jest demoniczny głos. Tym razem monolog ograniczył się do jednego słowa - tytułu albumu - i dla odmiany nagranie wmiksowane zostało wstecz.

Nowy gitarzysta dołączył do zespołu wystarczająco wcześnie, by mieć w materiał autorski wkład. Według książeczki muzykę skomponowała Sepultura, a teksty napisali Max Cavalera, Andreas Kisser i - do utworu "To the Wall" - Korg z zespołu Chakal. Dzieło kapeli to przede wszystkim świetny zestaw metalowych, mocno opartych na gitarowych riffach kawałków, z licznymi zmianami tempa, ale zawsze z tendencjami do powrotu do dużych szybkości. Ostrych ataków słuchacz doświadcza już od początku "From the Past Comes the Storms", którego tytuł jest przy okazji niezłym przykładem niedoskonałości angielszczyzny członków grupy. Istotna jest też produkcja. Album brzmi lepiej od swoich dwóch poprzedników, ale jeszcze nie idealne. Szczęśliwie nie psuje to odbioru. Kompozycje się bronią, a odrobina undergroundowego brudu im sprzyja, choć może nie tak mocno, jak wcześniej. Po deathowo-blackowych początkach, tu Sepultura zagrała już bardziej thrashowo-deathowo. W partiach wokalisty wciąż jednak jest ta znana z "Bestial Devastation" i "Morbid Visions" złowieszczość, nadal stosowany jest też pogłos. Gdy Max Cavalera się zaśmieje lub wyda z siebie przeciągłe połączenie krzyku i warczenia, ma to swój klimat.

Z utworów szybkich i zabójczych wyróżnia się "Escape to the Void". Nie tylko jest w nim chyba najwięcej solówek gitarowych, swoją drogą trochę ciekawszych niż we wcześniejszych nagraniach grupy, ale też wyjątkowo posiada chwytliwy refren - prosty, wyraźny i w efekcie najlepszy. Na szczególną uwagę zasługują jednak, jako najłatwiej zauważalny dowód rozwoju zespołu, dwie instrumentalne kompozycje przełamujące ten metalowy szał. Trwający ponad siedem minut, rozbudowany "Inquisition Symphony" zaczyna się łagodnie, po czym zyskuje ciężar, a następnie przyspiesza. Co najważniejsze - ani przez moment nie nudzi. Minutowy "The Abyss" to natomiast urocza i niepokojąca miniatura zagrana na gitarze akustycznej, jakby z lekkimi naleciałościami flamenco w drugiej połowie - najbardziej niespodziewany element dla dotychczasowych fanów grupy.

Sepultura zrobiła może niewielki, lecz ważny krok naprzód. Na albumie "Schizophrenia" pokazała, że potrafi nie tylko wykonywać dobrą mieszankę thrash i death metalu, ale też urozmaicać ją lżejszymi partiami gitary. Zaprezentowała bezkompromisowe granie i spróbowała rozbudowy kompozycji. Przy tym wszystkim stworzyła materiał spójny i - pomimo wciąż nienajlepszego brzmienia - warty wielokrotnego przesłuchania.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Sepultura "Schizophrenia"
arekn (gość, IP: 83.20.67.*), 2024-06-21 18:06:26 | odpowiedz | zgłoś
Tak tak, od tej płyty 37 lat temu zaczęła się wielka Sepultura i skończyła się, wg mnie na Roots. Ale ja o czymś innym chciałem. Właśnie jestem po pierwszym przesłuchaniu nowej wersji tej płyty braci Cavalera, brzmienie jest podobne do wszystkiego co ostatnio Max robi ale posłuchać trzeba. Nowe intro własnej produkcji, nowocześnie nagrane wszystkie utwory i jeden nowy Nightmares of Delirium.
re: Sepultura "Schizophrenia"
m.s. (gość, IP: 31.60.247.*), 2024-06-21 13:25:53 | odpowiedz | zgłoś
obok Arise mój ulubiony album Sepy
re: Sepultura "Schizophrenia"
Pumpciuś (gość, IP: 80.55.193.*), 2024-06-21 09:26:55 | odpowiedz | zgłoś
Najlepsza Sepultura a jej bliźniaczą płytę brzmiącą podobnie to "Pleasure to Kill" Kreatora no i jeszcze Massacra - "Final Holocasut"
re: Sepultura "Schizophrenia"
arekn (gość, IP: 83.20.67.*), 2024-06-21 23:03:53 | odpowiedz | zgłoś
Ogólnie rzecz biorąc jeżeli chodzi o brzmienie to się zgadzam tylko jest jeden mały szczegół, bliźniaczo podobni to mogą być wszyscy ale do Kreatora bo to on tę Pleasure to Kill wydał już w 86, dopiero rok później była nasza Schizophrenia a Final Holocaust to dopiero 90 rok. A Enjoy the Violence Massacry z 91 jeszcze ciekawsza. Polecam.
re: Sepultura "Schizophrenia"
oxmo
oxmo (wyślij pw), 2024-06-28 10:28:43 | odpowiedz | zgłoś
100% zgody, IMHO Kreator wytyczył tę ścieżkę, z której zresztą po Extreme zaczął konsekwentnie schodzić.
re: Sepultura "Schizophrenia"
Pumpciuś (gość, IP: 31.179.79.*), 2024-06-29 01:19:30 | odpowiedz | zgłoś
Bez wzhledu na to kto był pierwszy co oczywiste chodziło mi oto że te 3 płyty są do siebie brzmieniowo i stylistycznie podobne. Wszystkie 3 mają pierwotne i prymitywne brzmienie i trudno mi wybrać z nich najlepszą. W każdym razie między Pleasure i Schizophrenia dla mnie jest remis a Final Holocaust minimalnie odstaje. A co do Enjoy the Violence to obiektywnie jest lepsza od debiutu ale nie ma tej dzikości którą ma Final. Enjoy jest już bardziej poukładana i "wyprodukowana"
re: Sepultura "Schizophrenia"
arekn (gość, IP: 83.20.69.*), 2024-07-06 22:27:36 | odpowiedz | zgłoś
A propos pierwotnego brzmienia, rozumiem, że poszukujemy w thrash death doom black metalu? No to ja stawiam na Necrophagie Season of the Dead z 87, Vulcano Anthropophagy r.87, Sarcophago I.N.R.I. r.87 i najbardziej dzika ze wszystkich Vulcano pt. Bloody Vengeance r.86.
re: Sepultura "Schizophrenia"
Pumpciuś (gość, IP: 31.179.79.*), 2024-07-07 16:11:16 | odpowiedz | zgłoś
Sarcofago a nie Sarcophago
re: Sepultura "Schizophrenia"
arekn (gość, IP: 83.20.12.*), 2024-07-07 17:47:01 | odpowiedz | zgłoś
Brazylijczycy oczywiście nazywają się Sarcofago. Wracając do tematu korzeni naszego thrash deathu to należy pamiętać co zrobił niejaki Thomas Gabriel Fischer i jego Hellhammer a później Celtic Frost na płytach Satanic Rites z 83, Apocalyptic Raids i Morbid Tales z 84 i To Mega Therion z 85. Czasami jak ostatnio słucham remasterów tych płyt to mam wrażenie, że Chuck Schuldiner i Jeff Becerra nie byli pierwsi. To kolejny świetny temat do dalszej dyskusji.
re: Sepultura "Schizophrenia"
jogijacek (gość, IP: 77.91.20.*), 2024-07-09 12:55:19 | odpowiedz | zgłoś
Oczywiscie,ze nie byli.Pierwszy byl Vivaldi a pozniej Bach.Beethoven dodal furii a Czajkowski melancholii.Mroku dodal Musorgski.
« Nowsze
1