zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 16 października 2018

recenzja: Tiamat "Judas Christ"

11.03.2002  autor: Do diabła
okładka płyty
Nazwa zespołu: Tiamat
Tytuł płyty: "Judas Christ"
Utwory: The Return Of The Son Of Nothing; So Much For Suicide; Vote For Love; The Truth's For Sale; Fireflower; Sumer By Night; Love Is As Good As Soma; Angel Holograms; Spine; I Am In Love With Myself; Heaven Of High; Too Far Gone
Wykonawcy: Johan Edlund - gitara, wokal; Anders Iwers - gitara basowa; Lars Skold - instrumenty perkusyjne; Thomas Petersson - gitara
Wydawcy: Century Media Records, Metal Mind Productions
Rok wydania: 2002
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 4

Tak to bywa z metalowymi zespołami, że prędzej czy później dopada je ewolucja. Zazwyczaj objawia się to złagodzeniem brzmienia, większą różnorodnością kompozycji, sięganiem do innych gatunków muzycznych... Zdarza się jednak też tak, że zespół powoli dochodzi do wniosku, że najlepsza muzyka to ta prosta, wpadająca w ucho, że schematy rządzące niektórymi gatunkami są w rzeczywistości receptą na dobre kompozycje.

Tak to jest właśnie ze szwedzkim Tiamat. Po genialnym "Wildhoney" i może nieco monotonnym, ale wciąż wartościowym "A Deeper Kind Of Slumber" zespół wkroczył na ścieżkę nieuchronnie prowadzącą do półki z napisem "pop". Poprzednia płyta, "Skeleton Skeletron", była pewnym stadium przejściowym, ofiarującym połączenie przebojowości z pewną dozą artyzmu. "Judas Christ" stawia już głównie na ten pierwszy aspekt. Edlund zrezygnował już zupełnie ze swojej niesamowitej, szepczącej barwy głosu i raczy nas wokalem bardzo przeciętnym, śpiewając melodie nad wyraz proste i nijakie. Perkusista ogranicza się właściwie do stukania jednego rytmu, a gitary odgrywają znane już wszystkim na pamięć pomysły na akompaniament. Zgrzytanie zębów wywołuje u mnie pierwszy utwór, bezczelnie nawiązujący do "Whatever That Hurts", jednak nie będący nawet odległym echem geniuszu tej kompozycji. Jedynym miłym akcentem jest schizująco-orientalizujące "Sumer By Night", które niewątpliwie spodoba się zwolennikom "Four Leary Biscuits". Myślę, że każdy znajdzie na tej płycie jeszcze coś dla siebie - mnie osobiście podoba się "I Am In Love With Myself", ale i tak dwa kawałki to trochę za mało.

Mimo wszystko czasem mam ochotę trochę tej płyty posłuchać... co prawda zazwyczaj nudzi mi się w połowie, ale mimo wszystko Tiamat prezentuje wciąż pewien poziom, od czasu do czasu jakiś smaczek przykuje uwagę, jakiś motyw wpadnie w ucho. "Judas Christ" da się słuchać, ale po co, kiedy jest tyle lepszych rzeczy?

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Tiamat "Judas Christ"
metro.stalker (gość, IP: 176.96.174.*), 2018-04-15 22:54:34 | odpowiedz | zgłoś
Świetna płyta... inna niż wcześniejsze, ale to w przypadku tego albumu jest zaletą.
Judas Christ
Luis1 (wyślij pw), 2011-10-06 16:36:43 | odpowiedz | zgłoś
To nie jest recenzja a raczej jakieś pseudo dziwne coś, co błędnie opisuje album genialny zacierając i wogóle nie wspominając o jego prawdziwych mocnych stronach. Zgadzam się z poprzednikiem. Jakby Tiamat stał w miejscu albo cofałby się w rozwoju do tyłu to by już dawno nikt o nim nie słyszał ... swoją drogą płyta bardzo klimatyczna ... niebanalna i na bardzo wysokim poziomie zarówno jeżeli chodzi o przekaz na niej zawarty jak i brzmienie i produkcję. Album ten zasługuje zdecydowanie na więcej niż te omyłkowe 4 :]
tjamacik
tjamacik (gość, IP: 82.143.185.*), 2011-07-21 00:49:19 | odpowiedz | zgłoś
Zgadzam się z przedmówcą. Ten album Tiamat jest świetny, bez względu na tzw. recenzje;)
idiotyczna recenzja
universal_soul (gość, IP: 86.168.199.*), 2010-01-05 21:35:39 | odpowiedz | zgłoś
"Tak to bywa z metalowymi zespołami, że prędzej czy później dopada je ewolucja" - chyba na szczęście tak jest. Płyta rewelacyjna jak wszystko co Tiamat wydał. Świetne melodie, genialny wokal... Jednak dla kogoś dla kogo liczą się tylko "opakowania" każdy musiałby grać w ten sam deseń do u*ranej śmierci. Całe szczęście że Edlund i spółka nic sobie nie robią z tego typu recenzji (gdzie łomotliwe i prymitywne zespoliki black-metalowe, które nie umieją nawet porządnie obsługiwać instrumentów, dostają 10 pkt, a świetna płyta tytanów rocka gotyckiego 4)