Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
92% |
| liczba ocen: |
232 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Camel "Harbour Of Tears"
|
Nazwa zespołu: Camel
Tytuł płyty: "Harbour Of Tears"
| Utwory: |
Irish Air; Irish Air (instrumental reprise); Harbour Of Tears; Cobh; Send Home The Slates; Under The Moon; Watching The Bobbins; Generations; Eyes of Ireland; Running From Paradise; End Of The Day; Coming of Age; The Hour Candle (A Song For My Father) |
Wydawcy: Camel Productions
Rok wydania: 1996
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10
Trzeba było aż pięciu lat, aby na rynku muzycznym ukazał się kolejny album
grupy Camel. Płyta "Harbour Of Tears" ukazała się po śmierci ojca Andy
Latimera. Lider grupy przeżył tę tragedię wyjątkowo mocno, czego wyrazem
miał stać się materiał zawarty na tym właśnie albumie. Tak jak poprzedni
album "Dust & Dreams", tak i ten jest również albumem koncepcyjnym
i opowiada jedną historię. Po śmierci ojca Andy Latimer postanowił
zainteresować się głębiej historią swoich krewnych, którzy opuścili
Irlandię i udali się w nieznane. Chciał, aby nowa płyta o nich właśnie
opowiadała. Jej tytuł jest wyjaśniony krótką informacją na okładce:
"Przylądek Cóbh jest pięknym, głębokim portem w County Cork w
Irlandii. Był on ostatnim skrawkiem Irlandii dla setek z tysięcy
złamanych rodzin, które odpływały od jej brzegów ku nieznanemu
przeznaczeniu. Nazywano go Przylądkiem Łez."
Płytę otwiera krótka, acz przecudna wokaliza Mae McKenny - "Irish Air":
"In this quiet place I stand alone,
from my homeland far away.
And my empty heart cannot recall,
the forgotten dreams that brought me joy..."
Następnie na tę samą melodię otrzymujemy nieco dłuższą instrumentalna
repryzę, która zdradza już nam charakter całej płyty. Głównie za sprawą
przepełnionej smutkiem gitary elektrycznej. Od trzeciego utworu Andy
Latimer zaczyna opowiadać historię również słowami. To kompozycja tytułowa
"Harbour of Tears". Słyszymy tu już również Colina Bassa, śpiewającego
na przemian z Latimerem. Krótki przerywnik "Cobh" jest niejako wstępem
do kolejnego utworu: "Send Home The Slates". Tu pojawiają się zauważalne
aranżacje orkiestrowe oraz wokal Davida Patona, który śpiewa na zmianę z
Latimerem. Ten ostatni zaś wzbogaca utwór o przepiękne tło gitarowe oraz
partie fletu. Nieco ponad jednominutowy "Under The Moon" to przykład na
to, ile uczuć można przekazać za pomocą prostego motywu gitarowego. To
jeden z najbardziej zapadających w pamięć fragmentów albumu. Przechodzi on
niezauważalnie w "Watching The Bobbins" - balladę niezmiennie prowadzoną
przez gitarę Latimera, która czasami zapiera nam dech w piersiach. Jest
to opowieść o kobiecie, która, tak jak wiele innych, bardzo chciałaby
odpłynąć w nieznane, ale wie, że nigdy nie będzie ją na to stać.
Jak do tej pory, utwory były ze sobą połączone. Teraz następuje krótka
chwila ciszy, po której rozpoczyna się kolejny, zaaranżowany przy pomocy
orkiestry, krótki "Generations", a kolejna ballada - "Eyes Of Ireland"
rozpoczyna się bardzo akustycznie:
"Listen now boys
my grandmother said -
I'll tell you a story and
then off to bed..."
Również i tutaj usłyszymy przepiękną, i znowu krótką podróż z gitarą
Latimera. "Running From Paradise" po raz kolejny uderza symfonicznym
rozmachem. Zwracają uwagę przepiękne sola na flet oraz partie fortepianu.
"End Of The Day" to jeszcze jedna, bardzo krótka i zarazem ostatnia,
ballada na albumie. "Coming of Age" to utwór nieco szybszy i podobnie jak
w "Running..." - smutek na chwilę gdzieś znika. I znowu mamy do czynienia
z porywającymi popisami na gitarze i klawiszach. Zarówno "Running..." jak
i "Coming of Age" to chyba dwie najweselsze, tchnące optymizmem kompozycje
na albumie. Płytę zamyka "The Hour Candle", kompozycja bardzo długa, bo
aż 23-minutowa. Jej pierwsza część to długie solo gitarowe, w typowych
Camelowych kolorach. Solo przepełnione tęsknotą i smutkiem. Po chwili
przerwy jeszcze raz słyszymy motyw z "Irish Air" i Mae McKenna śpiewająca
po raz kolejny a'capella, a ostatnie 15 minut(sic!), aż do końca płyty to
szum fal, obijających się o przylądek Cobh, zwany przylądkiem łez. Podtytuł
tej kopozycji - "A Song For My Father" - sugeruje nam, że jest to swoisty
rodzaj pożegnania się Andy Latimera ze swoim ojcem.
Nic dodać, nic ująć. To z pewnością najbardziej irlandzka i zarazem
najsmutniejsza historia, opowiedziana jak do tej pory przez Andy
Latimera. Po ponad pięciu latach od wydania tego albumu, trudno mi będzie
wyobrazić sobie fana grupy Camel nie znającego "Harbour Of Tears". Muzykę
z tego albumu w całości miałem okazję posłuchać jeszcze na kilka tygodni
przed ukazaniem się płyty w Polsce i do dnia dzisiejszego jest ona jedną z
najczęściej słuchanych płyt Camela w moim domu. To, co stworzył Latimer na
tym krążku, to coś więcej niż piękno. To idealna opowieść muzyczna, którą
zrozumieć można bez słów. To 100% smutku zamienionego na dźwięki. Ojciec
Andy Latimera, gdziekolwiek teraz jest, może być dumny ze swojego syna.
autor: Przemysław Semik
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
| |
Harbour
Płyta piękna, ale moim zdaniem powinna się skończyć na "Eyes Of Ireland". Do piosenki Eyes jest wszystko- łzy, minimalizm,harmonie wokalne, piękne solówki, potem płyta zaczyna się trochę rozwlekać i magia znika.
Album nie dorasta jednak nawet do pięt absolutnie genialnej i niezapomnianej płycie "Stationary Traveller".
|
| |
re Camel
koncert w Krakowie brzmi w moich uszach do dziś, pamiętam wzruszenie Latimera za wspaniałe przyjęcie przez słuchaczy, płyta jeszcze cieplutka kupiona na koncercie, należy oczywiście do perełek w moim zbiorze.
|
| |
Perła!
Cynik (gość, IP: 195.225.250.*), 2010-08-24 13:41:09
| odpowiedz | zgłoś
wraz z "Misplaced childhood" Marillion, to moja najważniejsza płyta prog rocka!!!
|
| |
Ta płyta to miód na zbolałe serce
mariano (gość, IP: 87.204.126.*), 2010-08-22 22:36:52
| odpowiedz | zgłoś
sorry za patos , ale płytka genialna . Kanon!!!
|
| |
re
odi.profanum (gość, IP: 85.222.111.*), 2009-12-24 00:07:09
| odpowiedz | zgłoś
Niesamowita płyta, szkoda, że Camel jako zespól pozostaje w cieniu PF, Genesis czy KC, moim zdaniem nie zasługuje na to. Najlepsza płyta Camela, the Snow Goose jest również świetna. Jednak te instrumentale z HoT są niesamowite.
|
| |
moja ocena
robert137 (gość, IP: 94.191.165.*), 2008-10-18 23:23:07
| odpowiedz | zgłoś
absolutnie najlepszy album w histori prog rocka arcydzieło muzyki .nie mozna tego oceniac to jest ponadczasowe
|
| |
re: moja ocena
Może to lekko przesadzona ocena... ale tylko lekko... Jest to nie wątpliwie arcydzieło. Pamiętam wykonanie w Kongresowej, gdzie byłem nie znając tej płyty... W przerwie koncertu już była moja.
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|