zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 24 lipca 2019

recenzja: Emperor "Prometheus: The Discipline Of Fire And Demise"

13.11.2001  autor: Do diabła
okładka płyty
Nazwa zespołu: Emperor
Tytuł płyty: "Prometheus: The Discipline Of Fire And Demise"
Utwory: The Eruption; Depraved; Empty; The Prophet; The Tongue Of Fire; In The Wordless Chamber; Gray; He Who Sought The Fire; Thorns On My Grave
Wykonawcy: Ihsahn - gitara basowa, gitara, wokal; Samoth - gitara; Trym - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Mystic Production, Candlelight
Rok wydania: 2001
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10

Emperor odchodzi w naprawdę wielkim stylu, pozostawiając po sobie wiekopomne dzieło. Ihsahn jako kompozytor wspiął się na wyżyny, na których dotąd nie stanęła niczyja stopa. Przede wszystkim nigdy nie spotkałem się z tak rozbudowaną polifonią w kompozycjach tak wyraźnie metalowych. Ta płyta pokazuje, że metal sam w sobie potrafi być niesamowicie skomplikowany, dynamiczny, potrafi operować olbrzymią paletą nastrojów, nie odnosząc się przy tym do innych gatunków. "Prometeusz" obfituje bowiem w bardzo ciekawie prowadzone, niezależne głosy, grane na przesterowanych gitarach, a nie na instrumentach klasycznych, czy syntezatorach (choć tych też nie brakuje). Do tego dochodzą bardzo ciekawe, złożone rytmy perkusji i elastyczny wokal Ihsahna - od szeptu, przez czyste śpiewy (manierą momentami nieco przypomina wokalistę Control Denied, ale Ihsahn ma znacznie ciekawszą i bardziej naturalną barwę głosu) i piski w stylu Kinga Diamonda, po znany wszystkim ryk.

Płytę otwiera wstęp na klawesynie i syntezatorowych smyczkach ewidentnie kojarzący się z Peccatum. Prawdę mówiąc nie jest przesadnie oryginalny. Szybko jednak przechodzi w ostre gitarowe granie. Dwa pierwsze utwory, swoisty wstęp, stanowią suitę, przeplatają się w nich momenty brutalne i liryczne, doskonale się uzupełniając. Potem następuje "Empty" - bardzo agresywny kawałek, z pięknym wyciszeniem, w którym gitara przejmuje pierwszy głos od smyczków. "The Prophet", dość wolny, ale ciężki, chyba najspokojniejszy na płycie, daje chwilę wytchnienia, ale już następny "The Tongue Of Fire" zwiastuje powrót ekspresyjnych, szybkich utworów. Jest jednak bardzo rozbudowany i nie brakuje w nim spokojnych, melodyjnych momentów. Bardzo pompatyczny "In The Wordless Chamber", promujący album, jest chyba najłatwiejszy w odbiorze, trafia do słuchacza od razu, podczas gdy inne utwory wymagają wielu przesłuchań, zanim zrozumie się tę trudną muzykę. Przejmujący i nieco zadumany, impresyjny "Gray" kończy część główną dzieła. "He Who Sought The Fire" zapowiada już nieuchronny koniec, wytwarza przy tym więź między odbiorcą i podmiotem lirycznym dzięki niezwykłej sile ekspresji. Idealne(!) zakończenie w postaci "Thorns On My Grave" i nie pozostaje juz nic, jak tylko puścić płytę od nowa.

Ihsahn tworzy niezwykle ambitną, ale zarazem trudną w odbiorze, muzykę. Słuchałem "Prometheus" i tylko jego przez tydzień, zanim odważyłem sie wyrazić swoją opinię na jego temat. Za prawie każdym przesłuchaniem odnajdywałem w nim coraz to nowe elementy, rozmaite "smaczki", które zostały świetnie wkomponowane w niezwykle spójny materiał. To jest muzyka, która wciąga, odrywa od innych zajęć, absorbuje i wcale nie powszednieje. Ciężko jest ocenić tę płytę, bo nie wiem, jak będę do niej podchodzić za parę miesięcy. Czy rzeczywiście jest taka ponadczasowa? Jak na razie daje 10 za pierwsze wrażenie.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Emperor "Prometheus: The Discipline Of Fire And Demise"
wac
wac (wyślij pw), 2014-01-30 12:28:22 | odpowiedz | zgłoś
genialna ta płyta jest! Deeeeepraaaaaved qrvaaaaaaaa i hoooy (cytując klasyka):D
re: Emperor "Prometheus: The Discipline Of Fire And Demise"
bolen (gość, IP: 31.182.138.*), 2013-08-24 00:37:05 | odpowiedz | zgłoś
nie zaliczam sie do zwolennikow blacku, ale ten album juz przy pierwszym przesluchaniu powalil mnie na lopatki.. moze dlatego ze tak czesto wykracza poza ograniczenia i ramy wyznaczone przez ta stylistyke, wynoszac ja na niespotykany poziom artyzmu; to wyraz nietuzinkowej wyobrazni ihsahna , ktory w swojej tworczosci nie uznaje zadnych podzialow stylistycznych, a dzieki gruntownej wiedzy teoretycznej i wrazliwosci moze pozwolic sobie na karkolomne i nieosiagalne dla innych polaczenia;wstawki jazzowe obok rzezni, polifonie i inne nawiazanie do muzyki klasycznej obok cuchnacych siarka riffow, pomyslowe dysonanse..; no wlasnie.. oprocz tego, ze ten album jest popisem od strony techniki i kompozycji to na pewno nie kosztem nastroju; a to juz daje muzyczny absolut; rzadko kiedy zdarza mi sie tak entuzjazmowac jakims albumem jak w tym przypadku; i jakkolwiek to zabrzmi to moze i lepiej ze emperor juz wiecej niczego nie nagral bo ciezko byloby przebic prometeusza; no chyba, ze poszliby w zupelnie innym kierunku ale to juz bylby ihsahn solo; 10/10
re: Emperor "Prometheus: The Discipline Of Fire And Demise"
Megakruk
Megakruk (wyślij pw), 2013-08-24 09:22:19 | odpowiedz | zgłoś
dla wielu koniec Emperor był efektem walki tych dwóch biegunów -Ihsahn - Samoth - jeden od operetki i eksperymentu, drugi od napierdalania, ale dla mnie to zderzenie dwóch elektrod powodowało taki rozpierdalający efekt na Ich krążkach. Prometheus niszczy, kocham tę płytę. Dlaczego nikt nie zwraca uwagi na Tryma. Świetna perkusja, poza techniką gość naprawdę napierdala w ten bęben a nie muska go. Dla mnie bomba. Płyta na wiele przesłuchań, do odkrywania, po 12 latach wciąż świeża i niszcząca. Przy symfonice Ihsahna, te popierdywania Dimmu czy innych Covenantów/Kovenantów i The Kovenantów to jakiś kiepski żart.Przy Emperor wszyscy ci wynalazcy brzmią jak niegroźny plebs. Cesarz był jeden. Na kolana chamy i won od tronu lub jak w komedii "Goście/Goście" - "Módlmy się....chamy stały się Panami" hehe.
re: Emperor "Prometheus: The Discipline Of Fire And Demise"
pik (gość, IP: 79.163.43.*), 2013-08-24 18:17:14 | odpowiedz | zgłoś
heh goście/goście - dobry film:) co do zespołu covenant czy tam kovenant, mnie tam się podobał album ''nexus polaris'' wiem, mało było napierdalania, ale płytka posiadała całkiem fajny klimat.
Absolut...
Megakruk
Megakruk (wyślij pw), 2010-07-28 20:57:41 | odpowiedz | zgłoś
Nie wiem czemu ta płyta została przyjęta z taką ambiwalencją przez ekspertów. Prometheus to ostateczne postawienia słuchacza między Scyllą i Charybdą, między ciągotkami progresywno symfonicznymi pan I. i gęstym riffowaniem i śmierć magią Pana M. Black metal, symphonic metal, prog metal, technical jazz death metal, heavy metal - asortyment iście cesarski. Plus brawa dla Tryma za odnalezienie się w tym gąszczu. Ktoś nazwał ten materiał przeintelektualizowanym...być może ale w stronę absolutu muzycznego, który z zasady takim być powinien. Tak powinny się kończyć kariery największych, wiekopomnym dupnięciem i pozostawieniem kopar słuchaczy w pozycji KO. Prócz tego wypasu na Prometheus jest jakieś coś, ja wiem? Może nuta szaleństwa i autentyczności. Nienawidzę odhumanizowanego technicznego grania dla pustego popisu, a jednak to mnie wciągnęło. Najlepsi sztukmistrze z Norwegii bez dwóch zdań.
re: Absolut...
Mamluk (gość, IP: 78.8.44.*), 2010-07-28 22:27:42 | odpowiedz | zgłoś
Hmm, absolutem bym tego albumu nie nazwał, aczkolwiek kawał tu wysokiej jakości dźwięków. Powiem tak: doskonałą proporcję pomiędzy ostrym, szybkim graniem, a progresją i elementami symfonicznymi Emperor osiągnął na "IX Equilibrium". Na "Prometheus..." chwilami za dużo tych wszystkich, niemalże art rockowych wycieczek. Robią wrażenie, owszem, ale czasem jest ich za dużo i bywa, że rozbijają utwór.
Najlepszym fragmentem tutaj jest "In the Wordless Chamber" - doskonałe połączenie starego oblicza Emperor z nowym (refren rozwala głowę). Tak, czy inaczej kawał świetnej muzyki.
re: Absolut...
bandrew78
bandrew78 (wyślij pw), 2010-09-02 07:50:14 | odpowiedz | zgłoś
Dla mnie dyszka. I też nie rozumiem, dlaczego "Prometheus..." spotkał się z tak mieszanym, niekiedy chłodnym przyjęciem. Ile to się nasłuchałem zaraz po premierze, że to już nie Emperor, że brakuje tu szaleństwa z czasów "Anthems...", że za dużo popierdółek zamiast łojenia i że mi odbiło, że się tak podniecam tą płytą.

Doskonała muzyka, naturalne zakończenie triumfalnej drogi, jaką Cesarz kroczył przez cała karierę. Właśnie mniej więcej czegoś takiego się spodziewałem, obserwując ich wcześniejszy rozwój. I wbrew temu, co wielu zarzucało, poza masą kombinowania jest tu też mnóstwo ostrego, bezkompromisowego napierdzielania, zwłaszcza w drugiej części płyty. Trym rzeczywiście w świetnej formie. Za każdym razem, jak wracam do tej płyty, czuję tę samą radość z obcowania z wielkim dziełem i wciąż, pomimo upływu tylu lat, potrafię znaleźć jakieś nowe smaczki, które mi wcześniej umknęły.
Ale warto zauważyć, że w trakcie krótkiej, koncertowej reaktywacji chłopaki grali mało numerów z "Prometheusa...", z reguły ograniczajac się do "In The Wordless Chamber". Ciekawe dlaczego?
re: Absolut...
Nekro (gość, IP: 82.160.8.*), 2010-09-02 14:10:14 | odpowiedz | zgłoś
W większości zgadzam się z Twoimi recenzjami, ale tym razem jakoś nie potrafię. Emperora uwielbiam od czasów "Wrath of the Tyrant" i każde kolejne wydawnictwo było potwierdzeniem geniuszu tej kapeli. Każda do czasów prometejskich niestety. Kiedy krążek ukazał się na rynku byłem jakoś na początku studiów. To już tyle lat, a ja jakoś wciąż nie potrafię tej muzy strawić. Specjalnie jeszcze wczoraj do niej wróciłem, bo myślałem że może po latach do mnie trafi - niestety, myliłem się. Nie zaprzeczam, że jest genialna kompozycyjnie i pokazuje wirtuozerię muzyków, ale jakoś brakuje mi tam...Emperora? Może wynika to z faktu okoliczności, w jakich była wydawana. Samoth i Trym już średnio się pod nią podpisywali (to też może być powód, dla którego nie grają tego materiału na żywo), wiadomo było, że zespół chyli się ku upadkowi, a Ihsahn chyba zwyczajnie przekombinował - moim zdaniem. Nie powoduje to oczywiście mojego antagonizmu do kapeli - nagrali wielkie płyty i nigdy w to nie wątpiłem, jednakowoż najczęściej sięgam po "In The Nightside..." i "Anthems...". Tych słów nie piszę również po to, żeby komuś zarzucić, że się na czymś nie zna. Zwyczajnie, muza Emperora jest tak zróżnicowana i nietuzinkowa, że każdy z nas może skłaniać się ku innym płytom kapeli, a jednocześnie każdy może być w pełni fanem tego wielkiego zespołu. W każdym razie moim zdaniem "Prometheus..." jest niestety na końcu.
re: Absolut...
wac
wac (wyślij pw), 2014-01-31 12:55:05 | odpowiedz | zgłoś
no nie wiem, chyba jest to jasna ewolucja i już equilibrium zapowiadał trochę taki kierunek
Racja
V-Tom (gość, IP: 85.202.96.*), 2010-06-14 19:09:31 | odpowiedz | zgłoś
Zgadzam się z Tobą w zupełnośći. Choc nie jestem fanem black metalu to ta płyta mnie urzekła.

Oceń płytę:

Aktualna ocena (373 głosy):

 
 
86%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Machine Head "The Blackening"
- autor: Mrozikos667

Mayhem "De Mysteriis Dom Sathanas"
- autor: Haron

Satyricon "Rebel Extravaganza"
- autor: Megakruk
- autor: Margaret
- autor: Eld

Moonspell "Under Satanae"
- autor: Cemetary Slut

Malefice "Entities"
- autor: Katarzyna "KTM" Bujas

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Na który film czekasz z największą niecierpliwością?