zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 3 kwietnia 2020

recenzja: Entombed "Serpent Saints - The Ten Amendments"

7.08.2007  autor: Zagreus
okładka płyty
Nazwa zespołu: Entombed
Tytuł płyty: "Serpent Saints - The Ten Amendments"
Utwory: Serpent Saints; Masters of Death; Amok; Thy Kingdom Koma; When In Sodom; In The Blood; Ministry; The Dead, The Dying And The Dying To Be Dead; Warfare, Plague, Famine, Death; Love Song For Lucifer
Wykonawcy: LG Petrov - wokal; Alex Hellid - gitara; Nico Elgstrand - gitara basowa; Olle Dahlstedt - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Threeman Recordings, Candlelight
Rok wydania: 2007
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

Nie ma chyba na tym łez padole kapeli, którą szanowałbym bardziej niż Entombed. Nie kochał, nie wielbił i nie czcił, tylko po prostu szanował. Mało kto zasłużył bardziej na szacunek niż ta załoga deathmetalowych, szwedzkich weteranów. Zapracowali sobie na niego przez osiemnaście lat nagrywania płyt, bardzo różnych stylistycznie i jakościowo, ale zawsze do bólu szczerych i prawdziwych. Tak, tak, Szwedom stuknęła osiemnastka i z tego tytułu postanowili uraczyć nas nowym albumem. I to albumem nie byle jakim. Nieważne czy jesteś nowicjuszem na metalowym poletku, czy może starym, wylniałym weteranem, który pierwsze tanie wino obalił słuchając "Left Hand Path". Nowej płyty L.G. Petrova i spółki posłuchać musisz!

Tytuł debiutanckiego krążka Szwedów przywołałem nieprzypadkowo, gdyż ich nowemu wydawnictwu bardzo do niego blisko. Tak blisko, że przy jego przesłuchiwaniu niejedną uroniłem łzę nad minioną młodością i nad czasami, gdy na scenie królowali szwedzcy deathmetalowcy z Entombed na czele. Pomimo iż stylistycznie i brzmieniowo nowa płyta plasuje się gdzieś pomiędzy rzeczonym "Left Hand Path", "Clandenstine" i "Wolverine Blues", to jednak chłopakom (pewnie ucieszyliby się z tych "chłopaków" dziadki jedne) udało się w niektórych utworach zachować znaną z nowszych wydawnictw skoczność i death'n'rollowy luz. I niech nikt nie waży się nawet pomyśleć, że to jakieś odcinanie kuponów od dawnych sukcesów czy próba podczepienia się pod modny od jakiegoś czasu oldschoolowy trend. Sam pewnie bym sobie na nich za to poużywał, gdyby nie drobny szczegół. A właściwie dwa szczegóły. Po pierwsze to właśnie Entombed, a raczej ich wczesna inkarnacja, Nihilist, wymyślili ten styl i mają (nie)święte prawo robić z nim, co im się żywnie podoba, a po drugie i najważniejsze z punktu widzenia niniejszej recenzji, ich najnowszy krążek zwyczajnie miażdży!

Poszczególne utwory są wystarczająco zróżnicowane by zaspokoić każdego, nawet najbardziej wybrednego fana. Płyta ani przez moment nie nuży, penetrując coraz to inne rejony metalowego grania, pełnymi garściami czerpiąc z niemałego przecież dorobku kapeli. Oldschoolowe killery, takie jak tytułowy "Serpent Saints" czy znany z poprzedzającej album EPki "When In Sodom", sąsiadują z dynamicznymi, melodyjnymi kawałkami w rodzaju "The Dead, The Dying and The Dying To Be Dead" (swoją drogą niezły tytuł) czy rytmicznym, opartym na niemal doomowym riffie "In The Blood". Właściwie nie ma sensu wymieniać poszczególnych utworów, bo każdy z nich jest osobną, jasno błyszczącą perełką. W jedną całość spina je wszystkie jak zwykle doskonały, przywołujący na myśl najlepsze lata szwedzkiej szkoły brutalnego grania, wokal L.G. Petrova i mocarne, ostre jak widły Lucyfera riffy. A skoro już przy Księciu Ciemności jesteśmy, nie sposób nie wspomnieć o zamykającym krążek jemu właśnie poświęconym utworze. A jest to kawałek nie byle jaki, bo piosenka miłosna! Zatytułowana nad wyraz oryginalnie: "Love Song For Lucifer"...

Płyta została nagrana w czteroosobowym składzie, juz bez udziału Uffe Cederlunda, co prawdopodobnie wyszło jej na dobre, bo jak stwierdził w jednym z wywiadów Alex Hellid nowe pomysły Uffe z death metalem niewiele miały wspólnego. Obawy miałem natomiast co do odejścia innego wieloletniego członka zespołu, Petera Stjarnvinda. Ten, znany z udzielania się w chyba połowie szwedzkich kapel, wąsaty perkusista (m. in. Merciless, Damnation, Nifelheim) miał niebagatelny wpływ na ostateczny kształt poprzednich wydawnictw Entombed. Zachodziła obawa, że jego brak może mocno zaszkodzić nowemu materiałowi. Na szczęście jego następca Olle Dahlstedt (Misery Loves Co.) spisał się doskonale i pracy perkusji na "Serpent Saints" nie można niczego zarzucić.

Starym wyjadaczom, wychowanym na skandynawskich brzmieniach tego wydawnictwa polecać raczej nie trzeba, wystarczy wspomnieć, że przypomina pierwsze, klasyczne dokonania zespołu i rzucą się na nie jak Ojciec Dyrektor na kasę. Co do młodszych fanów, nie zaszkodziłoby im przekonać się, czym pasjonowało się niegdyś ich starsze rodzeństwo (a może nawet i rodzice). Może zrozumieliby, czym jest prawdziwy, szczery i bezkompromisowy metal, że to nie to samo, co usilnie lansowane przez duże wytwórnie, komercyjne wynalazki.

Przygotowując się do napisania tej recenzji, włączyłem sobie "Clandestine". Słuchając jej na przemian z najnowszą propozycją Szwedów, nie byłem pewien, która z nich jest lepsza. Jak dla mnie, to wystarczy za podsumowanie...

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Entombed "Serpent Saints - The Ten Amendments"
minus
minus (wyślij pw), 2015-01-14 18:23:13 | odpowiedz | zgłoś
Słaba jest ta płyta, dwa numery są dobre: Thy Kingdom Koma i Amok. O When In Sodom nie wspominam, bo wersja z mini-albumu wydanego wcześniej jest lepsza.
To już ta płyta wydana pod szyldem Entombed AD jest lepsza.
re: Entombed "Serpent Saints - The Ten Amendments"
crawl (gość, IP: 178.235.175.*), 2015-01-13 19:03:22 | odpowiedz | zgłoś
Płyta jest bardzo fajna, ale porównywanie jej do jednej z najlepszych płyt w historii metalu, jaką jest "Clandestine" to gruba przesada.
utwory
Marcin Kutera (wyślij pw), 2012-05-12 13:39:32 | odpowiedz | zgłoś
najlepsze utwory to jak dla mnie: Amok, Thy Kingdom Koma, When in Sodom, The Dead, The Dying and The Dying To Be Dead
ten album też mnie poruszył
Marcin Kutera (wyślij pw), 2012-05-12 13:27:37 | odpowiedz | zgłoś
Entombed to też dla mnie kawał świetnej klasycznej w gatunku kapeli.
Troche mnie śmieszy łątanie ich pod szyldem death,n roll. Death metal to też rock n, roll!!!
Album najbardziej nawiazuje do 3ki - Volverine Blues.

Najbardziej szkoda, że odszedł od nich genialny kompozytor i muzyk Nicke Andersson
Serpent
Saab (gość, IP: 194.181.131.*), 2011-07-22 08:45:01 | odpowiedz | zgłoś
Mimo, że nie obalałem nigdy wina przy "Left Hand Path" to ta recka oddaje też moje odczucia. Nie zgadzam się tylko ze zdaniem "...nie ma sensu wymieniać poszczególnych utworów, bo każdy z nich jest osobną, jasno błyszczącą perełką". Właśnie dlatego że każdy jest perełką warto by je opisać. Faktycznie bowiem nie ma tej płycie dwóch podobnie zbudowanych numerów.
Death'n'roll
lah (gość, IP: 150.254.203.*), 2011-04-28 12:46:47 | odpowiedz | zgłoś
Zdecydowanie najlepsza płyta od czasów "Wolverine blues". Czad, klimat, death metal i zabawa.
Serpent Saints
jotunblod (wyślij pw), 2010-10-12 18:10:05 | odpowiedz | zgłoś
Ten album jest moim zdaniem kiepski. Obok paru rzeczywiście fajnych riffów, jakie wymksnęły się Alexowi Hellidowi,zmuszani tu jesteśmy do przedzierania się przez grubą warstwę totalnej nijakości. No i to bzmienie! Normalnie hańba!Gitary będące niegdyś naczelnym punktem dumy tego zespołu, schowały się gdzieś pod bardzo wysuniętymi partiami perkusji i wokalu. Brzęcząc sobie w tle przyprawiają mnie o mdłosci. To na pewno nie jest ten sam Entombed,jaki znam z ich poprzednich płyt.

Oceń płytę:

Aktualna ocena (197 głosów):

 
 
74%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Machine Head "The Blackening"
- autor: Mrozikos667

Malefice "Entities"
- autor: Katarzyna "KTM" Bujas

Dismember "The God That Never Was"
- autor: Mrozikos667

Metallica "Death Magnetic"
- autor: Ugluk

Hurtlocker "Embrace The Fall"
- autor: Katarzyna "KTM" Bujas

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy obecnie poświęcasz więcej czasu na słuchanie muzyki niż miesiąc temu?