zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 22 listopada 2019

recenzja: Godkiller "The Rebirth of the Middle Ages"

14.08.2001  autor: grisnir
okładka płyty
Nazwa zespołu: Godkiller
Tytuł płyty: "The Rebirth of the Middle Ages"
Utwory: (Introduction to the Middle Ages) Hymn for the Black Knights; (Preparing for the Final Battle) From the Castle in the Fog; (On the way to the Battlefield) Path to the Unholy Frozen Empire; (The Final Battle) Blood on my Swordblade; (The Triumph) The neverending Reign of the Black Knights
Wykonawcy: Duke Satanael - wokal, gitara, gitara basowa, syntezatory
Wydawcy: Wounded Love Records
Rok wydania: 1996
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7

"Rebirth of the Middle Ages" jest pierwszą płytą marokańskiego jednoosobowego projektu, o wdzięcznej nazwie Godkiller; debiutem, który na pewno niejednemu fanowi czystego black metalu przypadnie do gustu. Jest to jedyne stricte blackowe dzieło Duke'a, pierwsze (i póki co ostatnie), o którym można powiedzieć z ręką na sercu: nie przygnębia, ani nie dołuje (no chyba, że ktoś jest ortodoksyjnym katolikiem), nikogo nie przyprawia o mdłości (patrz: okładka "Deliverance"), o depresję, ani o skłonności samobójcze. Innymi słowy - zdrowy, czysty i relaksujący black. Ale przejdźmy do rzeczy.

Płytę otwiera świetna introdukcja - hymn, wprowadzający nas w mroczny świat, którego jedynymi prawymi bohaterami są Czarni Rycerze, "szerzący śmierć i nienawiść" i "walczący o spełnienie swej powinności: przywrócenie Wieków Średnich". W takiej oto atmosferze utrzymany jest cały, krótki bo krótki, ale całkiem interesujący, album. Prawdziwe tempo jednak i zabawa na całego rozpoczyna się zaraz po wprowadzeniu, wraz z drugim kawałkiem. Ekspresowy rytm automatu perkusyjnego (obecnego na każdym albumie Godkiller, nota bene), szybkie, lecz melodyjne wstawki gitarowo - bassowe, do tego jeszcze typowo blackowy, wrzaskliwy wokal Duke'a, bardzo podobny do wokali Burzum. Tyle od strony suchej teorii - w praktyce całość brzmi bardzo dobrze, wręcz znakomicie, tworząc świetny nastrojowy klimat, głównie za sprawą pięknych harmonii między gitarami a basami, jak również występujących momentami klawiszowych wstawek . Po prostu miodzik. Nie można jednak zapomnieć, że jest to rasowy black i mimo iż pierwszej próby, to jednak zwolennicy gotyku, thrashu, power, doom, epic metalu tudzież bardziej ostrych dźwięków, jak choćby w przypadku kolejnej, drugiej płyty Godkiller - mogą poczuć się zawiedzeni. Dla rasowych zwolenników blacku natomiast, lubujących się w ciężkich kawałkach wspomnianego Burzum czy nawet w mniej brutalnych zespołach, tworzących za to bardzo melodyjne i klimatyczne kawałki, płyta ta będzie prawdziwym rarytasem, który już po kilku przesłuchaniach (mimo iż z początku bywa ciężko), dociera do skrywanych pragnień o minionym, rycerskim Średniowieczu i w ładny, choć ciężko przyswajalny, sposób (biada tym, którzy usłyszeli bojowe okrzyki ruszających do walki mężów i w tym samym momencie zatkali z przerażenia uszy!) daje im chwilowy przynajmniej upust.

Nie owijając dłużej w bawełnę i przedstawiając rzecz jak zbrojmistrz swoje połyskujące srebrem, świeżo uplecione kolczugi potencjalnym klientom na dwunastowiecznym targu, bez chwili wahania zapewniam Was, że jest to ciekawa, nastrojowa i melodyjna płyta, o świetnej, choć momentami monotonnej i odrobinę naiwnej tematyce, potrafiąca na blisko pół godziny wciągnąć w mroczny i chaotyczny świat Średniowiecza każdego, kto da jej szansę i nie odrzuci po pierwszym przesłuchaniu, lecz wkrótce ponownie zawita w progi ciemnej wizji, proponowanej przez Duke'a - uczucie podziwu (tym bardziej, że wszystko jest dziełem jednego człowieka!) będzie wówczas rosło proporcjonalnie do czasu słuchania. Jest tylko jeden warunek: trzeba lubić klasyczny black metal.

P.S. Acha, zwróćcie uwagę na okładkę, bo jest po prostu genialna!

Komentarze
Dodaj komentarz »