zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 17 listopada 2019

recenzja: Pink Floyd "The Piper At The Gates Of Dawn"

11.03.2001  autor: Tomasz Kwiatkowski
okładka płyty
Nazwa zespołu: Pink Floyd
Tytuł płyty: "The Piper At The Gates Of Dawn"
Utwory: Astronomy Domine; Lucifer Sam; Matilda Mother; Flaming; Pow R. Toc H.; Take Up Thy Stethoscope And Walk; Interstellar Overdrive; The Gnome; Chapter 24; Scarecrow; Bike
Wydawcy: Columbia Records, Sony Music
Rok wydania: 1967
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

W roku 1967 swoje pierwsze płyty wydało sporo rockowych megagwiazd - że wymienię tylko The Doors czy Jimiego Hendrixa. Również Pink Floyd, założony w 1965 roku przez trójkę studentów londyńskiej Regent Street Polytechnic - Watersa, Masona i Wrighta, zarejestrował swoją pierwszą płytę w tym niezwykłym dla muzyki roku.

"The Piper At The Gates Of Dawn" to album pod wieloma względami szczególny. Najważniejszy, warty odnotowania fakt, to obecność pierwszego lidera zespołu, charyzmatycznego Syda Barretta. Syd to legendarna już postać. To on jest autorem większości piosenek, które znalazły się na tym longplayu, on również wymyślił nazwę zespołu, zestawiając po prostu imiona dwóch bluesmanów - Pinka Andersona i Floyda Councila. Wcześniej grupa przez kilka miesięcy zmieniała nazwy jak rękawiczki (np. Sigma Six, Megga Deaths, The Architectural Abdabs...). Syd po wydaniu "Pipera..." zmuszony został jednak do odejścia z zespołu jako osoba głęboko pogrążona w narkotycznym nałogu.

Album ukazał się 5 sierpnia 1967 roku. Recenzje miał skrajnie różne, zgodne jednak co do jednego: jeszcze nikt wcześniej tak nie grał... Cóż tak wyjątkowego tkwi w tym wydawnictwie? To przecież poza dwoma wyjątkami tylko banalne, krótkie piosenki, osnute bajkową, tolkienowską atmosferą, intrygujące niezwykłymi odgłosami w tle i często nietypowymi partiami instrumentalnymi. Tylko, czy aż? Dwa wspomniane wyjątki to "Interstellar Overdrive" - wielowątkowa, rozimprowizowana kompozycja oraz utwór sztandarowy dla pierwszego, psychodelicznego okresu działalności Pink Floyd - "Astronomy Domine". Ten, delikatnie mówiąc, nieziemski utwór najlepiej chyba sprawdza się na żywo - zresztą po 35 latach istnienia zespół nadal ma go w swoim programie koncertowym.

Najsilniejszą bronią tej płyty jest chyba jej jedyny w swoim rodzaju klimat. Słuchając, zagłębiamy się od pierwszego do ostatniego dźwięku w tajemniczą krainę z dziecięcych bajek, gdzie żyją dziwne zwierzęta, pełną gnomów, strachów na wróble i innych dziwacznych stworów.

Teksty są albo surrealistyczne, jak w "Astronomy Domine" czy "Chapter 24", bądź też baśniowe - tu można wymienić przede wszystkim kapitalne "The Gnome", "Matilda Mother" i "Scarecrow". W muzyce natomiast dzieje się tyle, że można jej słuchać wielokrotnie, a i tak za każdym razem odkrywa się coś nowego. To po prostu pierwszy wspaniały rozdział w historii świetnego zespołu, który (i ten rozdział, i sam zespół) stał się inspiracją dla niezliczonej już ilości artystów i pozostaje nią do dziś...

Komentarze
Dodaj komentarz »
''tylko'' dobry album
floydman (gość, IP: 83.5.228.*), 2009-12-28 12:50:16 | odpowiedz | zgłoś
moim zdaniem ten album, to dopiero wstęp do muzycznego fenomenu jakim był Pink Floyd. świetne dwa kawałki: ''Astronomy Domine'' i ''Interstellar Overdrive''. a reszta? - takie fajne ''baśniowe'' piosenki ale.. nic poza tym. słychać jeszcze wyrażne wpływy The Beatles. Jakoś wole słuchać ''dwójki'' jeśli chodzi o PF. Ale i tak moim ulubionym albumem z tzw. psychodolicznego okresu tejże grupy jest ''Ummagumma-live''. Po prostu całkowity odlot! :)
re: "tylko" dobry album
xxzz (gość, IP: 80.50.235.*), 2009-12-28 13:57:15 | odpowiedz | zgłoś
Pipera stawiam wyżej niż The Wall. Właśnie ten baśniowy, magiczny klimat trafia do mnie bardziej niż patos Ściany.
Zgadzam się co do Ummagummy live, genialny album!
Jeden z trzech najlepszych albumów Floydów
gomez (gość, IP: 195.74.48.*), 2009-12-27 00:54:29 | odpowiedz | zgłoś
Kapitalny psychodeliczny rock, najbardziej "narkotyczna" płyta w historii. Aż dziw bierze, że zapomniano o niej na rzecz wszystkich albumów nagranych w "epoce Watersa" (lata 70.). Bardzo wartościowy album - 9/10.
yupi
taratam (gość, IP: 83.20.218.*), 2008-12-19 01:10:55 | odpowiedz | zgłoś
najlepsza płyta Pink Floyd jeśli chodzi o psychodeliczny rock

Oceń płytę:

Aktualna ocena (219 głosów):

 
 
87%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

King Crimson "In The Court Of The Crimson King"
- autor: Grzegorz Kawecki

Led Zeppelin "II"
- autor: Kajetan Pawełczyk

Metallica "Master Of Puppets"
- autor: Tomasz Kwiatkowski
- autor: Qboot

Armia "Pocałunek mongolskiego księcia"
- autor: Robert Waliś

Dead Can Dance "Within The Realm Of Dying Sun"
- autor: Lambert

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy jesteś altruistą?