zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 29 stycznia 2020

recenzja: Rossomahaar "Quaerite Lux In Tenebris..."

11.11.2003  autor: tymothy
okładka płyty
Nazwa zespołu: Rossomahaar
Tytuł płyty: "Quaerite Lux In Tenebris..."
Utwory: Me, the Misantrophe; The Moon, the Sun, the Stars; Quaerite Lux In Tenebris (Exploring the Extremal Worlds); Praising the Departure of Spiritual Strenght; Beneath the Fading Eclipse; Sacred War; Crescent Moon (The Final Celebration); Thos Spectres Within (Eternal is the Nothingness I've Emerged From); Transenflamed visions of Your Mortal End
Wykonawcy: Lazar - wokal, gitara, instrumenty klawiszowe; Kniaz - gitara basowa; Yanarrdakh - instrumenty perkusyjne; Herr Stalhammar
Wydawcy: Xtreem Music
Rok wydania: 2003
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6

Fajna była pierwsza płytka Rossomahaar - może przełomu w black metalu nie stanowiła, ale nieźle się jej słuchało. Chyba szefostwo Xtreem Music też ją polubiło, bo drugi album Rosjan również wydali pod swoimi skrzydłami. Zmian w stylistyce zespołu właściwie się nie stwierdza, wciąż jest to black metal z klawiszami, chociaż niewątpliwie "Imperium Tenebrarum" jest bardziej pierwotna, bardziej prymitywna aniżeli "Quaerite Lux In Tenebris...".

Nowy album Rossohomaar jest jak dla mnie bardziej grzeczny, co nie znaczy że jest jakiś lalusiowaty. Więcej uwagi poświęcono temu, by muzyka stała się bardziej melodyjna niż na debiucie, przez co jednak troszkę straciła na swojej wyrazistości. Ogieniek tu jest, ale płomyk jakby nieco mniejszy, chociaż bardziej kolorowy. Nie ma co się oszukiwać, nową płytą Rosjanie też niczego nie zmienią na scenie - brzmią jak dziesiątki innych zespołów, które na warsztat wzięły melodyjny black metal. Nie wiem co sprawi, że to właśnie po "Quaerite Lux In Tenebris..." sięgną słuchacze, skoro nie wybija się on jakoś specjalnie ponad przeciętność. To po prostu 45 minut przyzwoicie zagranego metalu, gdzie melodia przeplata się z ostrymi riffami, i gdzie klimatyczne pasaże przeciwstawione są bardziej agresywnym partiom. Słucha się tego całkiem miło, chociaż na kolana nie rzuca.

Można by rzec, że Rossomahaar to porządna drugoligowa kapela, raczej bez szans na awans do pierwszej, jak też bez obaw o spadek do trzeciej. Chociaż wszystko się może zdarzyć, jak śpiewano w pewnej piosence. Reasumując, można posłuchać, ale bez zachwytów.

Komentarze
Dodaj komentarz »