zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 26 maja 2019

recenzja: Vinterriker "Winterschatten"

14.08.2003  autor: tymothy
okładka płyty
Nazwa zespołu: Vinterriker
Tytuł płyty: "Winterschatten"
Utwory: Schneesturm/Einbruch der weissen Dunkelheit; Winterschatten; Eisige Feuer; ...endlos und karg...; Verschnette Waelder; Das ewige Eis
Wykonawcy: Vinterriker
Wydawcy: Ketzer Records
Rok wydania: 2003
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 3

Dyskografia tego projektu aż dech w piersiach zapiera. Nazwa Vinterriket przewinęła mi się parę razy przed oczami, ale dopiero teraz miałem okazję zaznajomić się z muzyką. Dwie pierwsze kompozycje to, że się tak wyrażę, "zrzynka" z "Filosofem" Burzum - przesterowane gitary, klawisze, histeryczny wokal. Piętno Norwega jest tu tak mocno wyczuwalne, że naprawdę trudno ocenić te kawałki. Ja wolę muzykę Varga - po prostu kopie nie są już tak interesujące jak oryginały i właśnie to jest mankamentem Vinterriket. Zespół nie stara się stworzyć czegoś od siebie, tylko powiela schematy, na dodatek z pełną premedytacją, wręcz "chamsko". Trzeci na liście "Eisige Feuer" to wycieczka w stronę ambientu - takie tam klawiszowe plumkanie, senne pasaże, przewijające się w kółko motywy, monotonne granie. Prawdę mówiąc super się przy tym kawałku zasypia, sprawdziłem na własnej skórze. Właściwie to ambientowe oblicze Vinterriket można podsumować tak, jak to zrobiłem wyżej - ciągłe powtarzanie jednego motywu, nużąca atmosfera, człowieka "muli", jak tego słucha, oczy same się zamykają. Nawet tutaj czuć, że nagrania Burzum były główną inspiracja na "Winterschatten". Niektórych to na pewno ucieszy, ale trzeba ich ostrzec, że Vinterriket to "dziesiąta woda po kisielu", namiastka tego co skomponował Grishnackh. Mówią, że każda potwora znajdzie swojego amatora, więc zapewne i "Winterschatten" znajdzie garstkę fanów, którzy będą się jarać tym albumem, ja jednak wolę coś innego, nie dla mnie to plumkanie w ślimaczym tempie.

Komentarze
Dodaj komentarz »