zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 5 lutego 2023

recenzja: Behemoth "Evangelion"

11.08.2009  autor: Kępol
okładka płyty
Nazwa zespołu: Behemoth
Tytuł płyty: "Evangelion"
Utwory: Daimonos; Shemmhamforash; Ov Fire And The Void; Transmigrating Beyond Realms Ov Amenti; He Who Breeds Pestilence; The Seed Ov I; Alas, Lord Is Upon Me; Defiling Morality Of Black God; Lucifer
Wykonawcy: Nergal - gitara, wokal; Inferno - instrumenty perkusyjne; Tomasz "Orion" Wróblewski - gitara basowa; Patryk Dominik "Seth" Sztyber - gitara
Wydawcy: Nuclear Blast Records, Metal Blade Records
Premiera: 2009
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6

"Evangelion" to bez wątpienia jeden z najbardziej wyczekiwanych albumów metalowych roku 2009 i, jak to w przypadku takich płyt bywa, wiązały się z nią niemałe oczekiwania fanów Behemotha. Każdy miał z pewnością swoje własne. Każdy przed tym albumem postawił swoją własną poprzeczkę. Każdy, wedle własnych kryteriów i własnego sumienia oceni, czy jeden z - jakby nie patrzeć - najlepszych przedstawicieli polskiej ekstremy z tego trudnego zadania się wywiązał. Niestety mimo olbrzymiej sympatii, jaką darzę lidera grupy, resztę współpracującej z nim ekipy i w zasadzie wszystko, co tylko wyszło spod ich palców, stwierdzić muszę, że me własne, związane z nową płytą nadzieje w dużym stopniu zawiedli.

Nergalowi kibicuję odkąd tylko z jego muzyką się zetknąłem, bardziej koncentrując się na czysto artystycznej płaszczyźnie jego życia, miast przywiązywać większą wagę do takiej czy innej otoczki, jaką świadomie bądź nie wokół swej osoby tworzy, albowiem Adam to przecież przede wszystkim muzyk i na muzyce się tu skoncentrujemy.

"Evangelion", jak na Behemotha przystało, to z techniczno - brzmieniowo - wykonawczego punktu widzenia rzecz przepyszna, przyrządzona według najlepszych standardów, zrobiona na najwyższym światowym poziomie. Ciężko się tutaj dziwić, albowiem nad brzmieniem płyty pracowała cała plejada fachowców branży produkcyjnej, jak chociażby Daniel Bergstrand czy Colin Richardson. Doskonale to słychać. Brzmienie jest bardziej selektywne, niż na poprzednich płytach zespołu, aczkolwiek pod płaszczem owej selektywności skrywana jest pewna dzikość, pewien brzmieniowy pazur. Umiejętności muzyków świetnie ten spolaryzowany sound uwypuklają, wyodrębniają się tutaj bardzo wyraźnie dwa rodzaje pracy gitar. Jeden polega na "punktowym", bardziej technicznym, matematycznym, jeśli można to tak ująć, szyciu. Wstęp do "Transmigrating Beyond Realms Ov Amenti" jest doskonałym przykładem takiej właśnie gry. Meshuggah? Gojira? Nie wiem, czy takie skojarzenia są trafne, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy. Druga płaszczyzna wioseł, to brzmienia bardziej rozmyte, bardziej organiczne, jakby bardziej blackmetalowe (przykładem niech będzie teledyskowy "Ov Fire And The Void"). Bardzo często obie te płaszczyzny są na siebie nałożone, co daje w rezultacie naprawdę ciekawy i trafiony efekt. Podobny patent został wykorzystany m.in. przez muzyków Enslaved na ich ostatnim, doskonałym, krążku "Vertebrae". O grze Inferna napisano już wystarczająco dużo, ja tylko nadmienię, że wystarczy odpalić sobie wspomniany "Ov Fire And The Void", by pochylić czoło przed kunsztem wykonawczym i rozwojem tego pałkera.

Następną nowością jest cios kończący w postaci utworu "Lucifer". Na "Demigod" Nergal o gościnny udział poprosił Karla Sandersa. Na "The Apostasy" - Leszka Możdżera i Warella Dane'a. Na "Evangelion"?... Tadeusza Micińskiego i Macieja Maleńczuka! Miłośnikiem poezji (i nie tylko) tego genialnego pisarza Młodej Polski jestem odkąd tylko na pewnej lekcji swego języka ojczystego, przeglądając z nudów podręcznik do literatury, natknąłem się właśnie na wiersz pt. "Lucifer": "Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży, lecący z jękiem w dal, jak głuchy dzwon północy..." Już pierwsze linijki leją czytelnika w ryj. Mistrzostwo! Kiedy dowiedziałem się, że jeden z moich ulubionych ekstremistów chce pokusić się o muzyczną adaptację arcydzieła absolutnie ukochanego poety mego, chwili, w której pokój mój wypełnią pierwsze dźwięki symfonii Lucyfera wprost nie mogłem się doczekać. Tutaj zdecydowanie się nie zawiodłem. Nergal - przy pomocy Macieja Maleńczuka - uderzył z najwolniejszym i bezsprzecznie jednym z najlepszych utworów w swoim dorobku, a wiersz poety doskonale uzupełnił tekstowy przekaz o jak zwykle mocno antykościelnym charakterze.

W tym miejscu recenzji superlatywy muszą się jednak skończyć. Bardzo przykro mi to pisać, lecz "Evangelion" jest nowatorski tylko w pewnym sensie. "Demigod" - mimo eksploatowania sprawdzonych patentów - był wzbogacony o wpływy Nile, "The Apostasy" o szeroko pojęte elementy muzyki symfonicznej, jednak tamte albumy brzmiały dla mnie świeżo, była w tym wszystkim pewna wyraźna metoda, pewien zamysł. Wielu zapewne się ze mną nie zgodzi, lecz w najnowszej odsłonie Behemoth takowego zamysłu niestety brak. Odnoszę wrażenie, że słucham fragmentów wcześniejszych płyt formacji, pociętych i poskładanych na nowo w zupełnie inne utwory, przyprawionych technicznymi zagrywkami, blackowym riffowaniem charakterystycznym chociażby dla Mayhem czy Dimmu Borgir (wspomniane rozmyte partie gitar), oraz gdzieniegdzie bardzo mocno schowanymi, acz bardziej opętańczymi niż poprzednio chórkami (np. "Shemhamforash"). Nie jest to oczywiście album całkowicie wtórny, lecz jeśli kręcicie głową nad powyższymi zarzutami, odkurzcie sobie "Zos Kia Cultus", w moim mniemaniu opus magnum twórczości tych utalentowanych muzyków. Co z tego, że nie ma tam chórków, trąb i egipskich solówek? Co z tego, że od razu przywodzi skojarzenia z genialnymi Morbid Angel? Ta płytka po prostu kipi pomysłami. Każdy utwór prezentuje coś, czego jeszcze w twórczości tej grupy nie było. Na późniejszych albumach jest już zdecydowanie słabiej pod tym względem, a szkoda, bo co jak co, ale muzyków takich, jak Nergal stać na dużo więcej. Mimo uchybień, do "Evangelion" wracał będę z przyjemnością, a póki pan Darski będzie umiał mnie swoją sztuką chociaż troszkę zaintrygować, nie straci mego szacunku. Szkoda, że ten doskonały muzyk stracił go w oczach wielu fanów tylko dlatego, że umawia się z Dodą, naprawdę. Wszak Nergal był od zawsze człowiekiem i artystą nie podporządkowanym nikomu i niczemu. Żadnym z góry narzucanym normom, tak społecznym, jak i subkulturowym. "...na harfach morze gra, kłębi się rajów pożoga, a słońce mój wróg - słońce wschodzi wielbiąc Boga".

Komentarze
Dodaj komentarz »
pawel
pawel100
pawel100 (wyślij pw), 2009-08-12 14:57:30 | odpowiedz | zgłoś
płyta jest świetna polacy mają to w modzie ze krytykuja to co slawne na szczęście ludzie zagraniczni mają lepsze gusta niz polacy i promują nasze zespoły
niezgadzam się
Varngorth (wyślij pw), 2009-08-12 11:48:15 | odpowiedz | zgłoś
Zupełnie niezgadzam się z recenzją, ja daję 10/10. Ta płyta jest o wiele lepsza od Apostazy i nawet od Zos Kia Cultus. Kompozycje są przepiękne, słychać tu powrót do grania blackowego. Melodie są bardziej hipnotyczne zamiast być bezlitosnym łojeniem. Może ta płyta nie do wszystkich trafiła, ale do mnie tak.
tylko przyzwoicie
maRi (gość, IP: 87.205.62.*), 2009-08-12 11:40:32 | odpowiedz | zgłoś
Dobra płyta, ale na pewno nie rewelacyjna. Bardziej blackowa niż Apostasy, lepsza od Apostasy, trudniejsza niż Apostasy.
7/10
narazajac sie fanatykom behemotha...
Adler1986 (gość, IP: 79.163.10.*), 2009-08-12 11:30:43 | odpowiedz | zgłoś
stwierdzam ze Beh sie skonczyl po Thelemie, mial swoje momenty na Zosce i Apostasy a najnowsza produkcja jest rozdmuchanym do granic wytrzymalosci pomnikiem patosu gdzie forma przerasta tresc. Panowie po drodze zgubili agresje i spontanicznosc a przede wszystkim autentycznosc tak wazna w tej muzyce. Cieszy mnie to,ze sa i zapewne dalej pozostana towarem eksportowym no1 polskiej muzyki,ale ludzie! wiecej obiektywizmu!! to nie sa bogowie ani szatany nagrali plyte-spojrzcie oni nawet nie maja z tego radosci kiedy komponuja! nic tylko chlodna kalkulacja!
i nie ma sensu modlic sie do nich jak to czyni armia ich maloletnich fanatykow potepiajacych religie skoro sami w swojej postawie nie sa lepsi. Pozdrawiam tych, w ktorych wciaz zyje radosc ze sluchania i grania metalu!! Ave
ostrożnie ostrożnie
defin dżun (gość, IP: 145.237.123.*), 2009-08-12 11:03:07 | odpowiedz | zgłoś
to się pan recenzent naraził behemotjugend, oceniając produkcyje nie tylko poniżej dychy, ale (o zgrozo!) na 6! Ale niech się lucyferyczne gimnazjum już nie zalewa łzami, szóstka to liczba iście belzebubna, a że Adasiowa załoga stoi w miejscu (czytaj: cofa się) od czasu Thelemy, tego już nie pomnę, bo mnie za to piekielne ozory na wieczność posiędą.
Ave Kebab!
re: ostrożnie ostrożnie
TormentorSTS (gość, IP: 83.29.30.*), 2009-08-12 16:02:43 | odpowiedz | zgłoś
nie cierpie behemotha i tego typu lojenia ale smieszy mnie gadanie o cofaniu sie...graja to co grali zaswsze...nagle maja grac metalcore czy cos tgo rodzaju??
nudna płyta
Odin (gość, IP: 83.23.36.*), 2009-08-12 10:51:31 | odpowiedz | zgłoś
max 5/10
...
Izis Ode (gość, IP: 82.210.131.*), 2009-08-12 10:48:26 | odpowiedz | zgłoś
czytajac te i podobne recenzje stwierdzam ze rockmetal.pl niestety obniza poziom.
Zwyczajna płyta z dobrym brzmieniem ale i tak wszyscy będa ach i och bo to Behemoth
DinoZaur (gość, IP: 213.25.166.*), 2009-08-12 09:58:13 | odpowiedz | zgłoś
Zwyczajna płyta z dobrym brzmieniem ale i tak wszyscy będa ach i och bo to Behemoth....
Owszem popularny jest i bardzo dobrze ale Evangelion nie wychodzi ani grama bo za standardy utanowione przez Morbid Angel kilkanascie lat temu. Słychać Nile który rónież zapożyczał z MA ale nie ma w tym nic na miare geniuszu. Nazwisko Colina Richardsona występowało już nascie lat temu choćby na francuskim Merciless więc to żadna nowość.... choć miło...
Dzieciaki i tak kupią bez zamrugnięcia i się z tego tylko cieszyć ale jakaś refleksja by się przydała. Powtóka z rozrywki z większym budżetem i pompą czyli standard z grożnymi i wręcz groteskowymi minami Nargala
hahaha
vulgariss (gość, IP: 79.185.117.*), 2009-08-12 09:45:14 | odpowiedz | zgłoś
To ma być recenzja ?, to tylko subiektywna ocena płyty. Generalnie zgadzam się z tym rozmytym, rozmazanym gdzieniegdzie brzmieniem gitar w stylu Enslaved, czy niegdyś Mayhem. Płyta jest po prostu bardziej zgrabna niż poprzedniczka i nie tak rozdęta, słychać że utwory mają większą melodykę i są łatwiejsze w odbiorze. W pewnym sensie są bardziej prostsze i chyba właśnie o to chodziło, uwielbiam ten sound i mam nadzieję że w przyszłości jeszcze bardziej Behemoth pójdzie w rocka, ot na zaszadzie Satyricon chociażby. Naprawdę piękny album i gwarantowany sukces, oby więcej takich płyt.

Oceń płytę:

Aktualna ocena (1361 głosów):

 
 
75%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Vader "Necropolis"
- autor: Megakruk

Metallica "Death Magnetic"
- autor: Ugluk

King Crimson "In the Court of the Crimson King"
- autor: Grzegorz Kawecki

Lost Soul "Immerse In Infinity"
- autor: Megakruk

Slayer "World Painted Blood"
- autor: Megakruk

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy zdarzyło Ci się napisać list (tradycyjny lub elektroniczny) do muzyka?