zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 15 grudnia 2019

recenzja: Metallica "St. Anger"

19.03.2004  autor: Tomasz "YtseMan" Wącławski
okładka płyty
Nazwa zespołu: Metallica
Tytuł płyty: "St. Anger"
Utwory: Frantic; St. Anger; Some Kind of Monster; Dirty Window; Invisible Kid; My World; Shoot Me Again; Sweet Amber; The Unnamed Feeling; Purify; All Witin My Hands
Wykonawcy: James Hetfield - wokal, gitara; Kirk Hammett - gitara; Lars Ulrich - instrumenty perkusyjne; Rob Trujillo - gitara basowa
Wydawcy: Elektra Records
Rok wydania: 2003
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6

"St. Anger" z pewnością była jedną z najbardziej oczekiwanych premier zeszłego roku. Ale czyż mogło być inaczej, skoro chodziło o zespół, którego płyty swego czasu definiowały pojęcie metalu? Skoro nagrany w roku 1986 "Master Of Puppets" jest dla wielu najlepszą metalową płytą wszech czasów? A przecież w latach 80. Metallica nagrała jeszcze trzy inne znakomite płyty, a kolejną dekadę zaczęła od świetnego heavymetalowego "Czarnego albumu".

Z drugiej strony gros fanów wyraźnie zaznacza, że uwielbiają nie tyle Metallikę jako taką, co Metallikę starą, czy też - ujmując to inaczej - Metallikę urodzoną w roku 1983 i spoczywającą w pokoju od 1991 r. Pamięć o dawnych latach świetności i - to zgodna opinia - znacznie chudszych ostatnich 12 latach powodowała, że oczekiwano tej płyty z wypiekami na twarzy. Do całego zamieszania doszły jeszcze wielkie problemy alkoholowe wokalisty, które o mało nie spowodowały rozpadu zespołu, oraz odejście z grupy Jasona Newsteda. Mimo tych wszystkich problemów płyta zdołała ujrzeć wreszcie światło dzienne...

Od tego momentu minęło sporo czasu, a co za tym idzie płyta sporo się już zdążyła nawirować w mojej wieży. Jednak ciągle gdy słucham tego albumu, dominującym uczuciem jest zaskoczenie. Metallica faktycznie powróciła do ciężkiego grania, co słychać od pierwszych sekund rozpoczynającego album kawałka "Frantic". Nie ma tu rockowych patentów znanych z ostatnich płyt, jest natomiast ciężar, który chwilami naprawdę może przytłoczyć; jest energia, jest naprawdę wielka dawka agresji. Ale jest to jednocześnie granie niezwykle różne od dawnych dokonań kapeli. Tak odmienne, że chwilami w ogóle ciężko poznać, że to gra właśnie Hetfield i spółka. Zespół bowiem wyraźnie dał się ponieść fali nowoczesnego metalu, tworząc płytę, która łączy thrashowe korzenie z nowoczesnym brzmieniem. Słychać to szczególnie w pracy gitar - w ich kanciastych i brudnych riffach bardzo mało jest wirtuozerii, a dużo gniewu i złości. Wrażenie to pogłębia całkowity właściwie brak solówek. Z takimi patentami gitarowymi dobrze współgra siłowy, drażniący i mocny wokal Jamesa. Mieszane uczucia można natomiast mieć co do perkusji: z jednej strony Ulrich odgrywa tu chwilami bardzo ciekawe i zamotane partie, ale brzmienie to... no, po prostu aż ciśnie się na usta słowo "katastrofa". Bębnienie Larsa brzmi tu jak obijanie kijkami beczek czy garnków, a nie profesjonalna nawalanka na perkusji. Posłuchajcie np. "Some Kind Of Monster", "All Within My Hands" albo "St. Anger". Ktoś tu wyraźnie spieprzył sprawę... Co oczywiste, takie tekturowe brzmienie perkusji daje się we znaki szczególnie w mocniejszych partiach, zwolnienia natomiast wypadają znacznie lepiej. Jest ich tu zresztą całkiem sporo i wywołują dość miłe skojarzenia, choćby z Faith No More, Audioslave ("The Unnamed Feeling") czy nawet z Red Hot Chili Peppers ("Purify" czy "All Within My Hands").

Bardzo ważną kwestią przy odbiorze tej płyty jest także jej długość: jak na mój gust 75 minut to zdecydowanie za dużo. Jak napisałem wyżej, nie ma na tej płycie jakichś łamańców, zaskakujących przejść i wirtuozerskich popisów, co w połączeniu z ilością numerów i czasem ich trwania sprawia, że momentami jest tu dość monotonnie i przyciężkawo. Gdyby tak skrócić z wyczuciem co poniektóre kawałki to - moim zdaniem - wyszłoby to albumowi zdecydowanie na zdrowie. Nie chciałbym natomiast wyrzucać konkretnych nagrań w całości, bo "St. Anger" to w sumie dość równa płyta i nie ma tu ani numerów totalnie beznadziejnych, ani wybitnych. Oczywiście jednak coś niecoś można wyróżnić. Bardzo dobre wrażenie robi mianowicie "Sweet Amber" ze swoim pięknie rozpędzającym się thrashowym riffem i łagodnym przejściem do walcowatego, mrocznego refrenu, który kojarzy się odrobinę z Black Sabbath. Podobnie jest z bardzo dynamicznym i motorycznym nagraniem tytułowym. Fajne jest również ciekawie poszarpane "The Unnamed Feeling", ostre "Purify" i rozpoczynające płytę "Frantic".

W sumie ciężko jest mi jednoznacznie ocenić tę płytę. Ogólnie jest to dobry album, który wynurza się ponad przeciętność. Wprawdzie wynurza się lekko, wystawiając li tylko czubek głowy i ewentualnie może górną część uszu, ale jednak ;) Zespół spróbował czegoś nowego i choć ta droga nie jest chyba do końca właściwa, ważne jednak, że próbuje. Oczywiście w odniesieniu do oczekiwań ta płyta to zawód, gdyż w żaden sposób nie wytrzymuje porównania do arcydzieł z przeszłości. Dla marzących o powrocie do korzeni gwoździem do trumny będzie pewnie wtłoczona w album nowoczesność i dla nich ocena płyty nie wyskoczy pewnie powyżej 4. Natomiast ogólnie i w miarę obiektywnie jest to płyta na 6 - po prostu ni mniej, ni więcej, tylko dobry album.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Metallica "St. Anger"
jolojarek (gość, IP: 78.8.235.*), 2015-05-13 10:02:15 | odpowiedz | zgłoś
No nie wiem czy najlepszy. Tak sobie ludzie tylko wkręcają.
re: Metallica "St. Anger"
Wolrad (gość, IP: 89.72.64.*), 2013-11-11 22:13:43 | odpowiedz | zgłoś
Każdy, kto obejrzał film Some kind of monster, wie, że Meta miała poważny kryzys przy nagrywniu "St. Anger" Niewiele brakowało, by się rozpadli.
Odszedł basista, partie basu grał producent, psycholog scalał zespół.
Brak ciekawych pomysłów, próba nagrania czegoś na czasie, bez solówek gitarowych.
O ile pamiętam, to nawet ich menadżer pytał się, czy nie mają z sesji innych, lepszych kawałków.

Więc jak ta płyta miała się udać?
Ale jak dla mnie nie jest wcale taka słaba. Lepsza niż Load, Reload, Death Magnetic i Lulu. Ale daleko do najlepszych dokonań.
re: Metallica "St. Anger"
wasuk (gość, IP: 87.99.118.*), 2013-11-11 00:28:42 | odpowiedz | zgłoś
Jak dla mnie najlepsza płyta metalliki a takiej wspaniałej ostrej perkusji jeszcze nigdy nie słyszałem ale moc,fajne riffy i melodie płyta arcydzieło 10/10 a na death magnetic to perkusja tak dennie brzmi gorzej niż z lat 70
re: Metallica "St. Anger"
Marcin Kutera (wyślij pw), 2013-11-11 09:07:12 | odpowiedz | zgłoś
chyba Metallicy słuchasz od wczoraj i w dodatku zaczynając od tego albumu
re: Metallica "St. Anger"
Winterstorm
Winterstorm (wyślij pw), 2013-11-11 10:41:40 | odpowiedz | zgłoś
Myślę, że to po prostu troll ;)
St.Anger
Iron 1983
Iron 1983 (wyślij pw), 2012-05-13 09:34:24 | odpowiedz | zgłoś
Perkusja na tej plycie to jest MASAKRA.
A pisanie ze Death Magnetic jest najgorsza plyta Metallicy to gruba przesada.Wlasnie na Death Magnetic jest zajebiste brzmienie a perkusja wprost urywa dupe,a gitary ucinaja glowe.Death Magnetic jest najlepsza plyta od czsow Master Of Puppets.Natomiast St.Anger to 2/10.
re: St.Anger
pik (gość, IP: 79.163.43.*), 2012-05-13 14:40:15 | odpowiedz | zgłoś
wot? zajebyste brzmienie to jest na czarnym albumie!
re: St.Anger
Zombie Eater (gość, IP: 194.11.254.*), 2015-01-19 16:31:44 | odpowiedz | zgłoś
Co? Przeciez czarny album ma rozmiekczone brzmienie!
Matelliko!! Gdzie jesteś w "St. Anger"?!
cyanide (gość, IP: 178.37.216.*), 2011-12-29 02:37:10 | odpowiedz | zgłoś
Osobiście mnie ten album się nawet podoba, ale brakuje w nim tej "prawdziwej" Metalliki. "St. Anger" jest zrobiony tak jakby z przymusu, z braków pomysłu. Większość utworów zamieszczonych na tym krążku, jest słabych, nie mają metallicowej magii, słuchając, ma się poczucie nieprofesjonalności muzyków. Być może miały na to wpływ duże problemy zespołu w ówczesnym czasie.
"St. Anger" jest najrzadziej wybieranym przeze mnie albumem spośród całej mojej kolekcji wszystkich płyt grupy
ciekawy album
droooow (gość, IP: 89.72.49.*), 2011-12-11 10:55:41 | odpowiedz | zgłoś
Co do przedmówców - zgadzam się z wami i przybijam wam piątkę. Uważam, że album jest naprawdę ciekawy, dla mnie ma niesamowity klimat. Nie zgodzę się z recenzentem co do garów - ale tutaj faktycznie, nie ma co bazować na opinii a samemu posłuchać. Co prawda mamy prawo do różnych opinii, ale warto wspomnieć, że wlasnie, wielu z nas na początku mialo conajmniej mieszane uczucia względem st anger. Co jest dzisiaj? Wracamy do albumu. Polecam.

Oceń płytę:

Aktualna ocena (1693 głosy):

 
 
58%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

King Crimson "In The Court Of The Crimson King"
- autor: Grzegorz Kawecki

Iron Maiden "Brave New World"
- autor: Tomasz "YtseMan" Wącławski
- autor: piolo
- autor: Tomasz Kwiatkowski
- autor: Piotr Legieć
- autor: Rafał "Negrin" Lisowski
- autor: Marcin Bochenek

Machine Head "The Blackening"
- autor: Mrozikos667

Slipknot "Iowa"
- autor: kaRel

HammerFall "No Sacrifice, No Victory"
- autor: Megakruk

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Muzyki ilu pochodzących z Azji zespołów rockowych lub metalowych często słuchasz?