zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 23 lipca 2019

recenzja: Slayer "Repentless"

20.09.2015  autor: Megakruk
okładka płyty
Nazwa zespołu: Slayer
Tytuł płyty: "Repentless"
Utwory: Delusions of Saviour; Repentless; Take Control; Vices; Cast the First Stone; When the Stillness Comes; Chasing Death; Implode; Piano Wire; Atrocity Vendor; You Against You; Pride in Prejudice
Wykonawcy: Tom Araya - wokal, gitara basowa; Kerry King - gitara; Gary Holt - gitara; Paul Bostaph - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Nuclear Blast Records
Rok wydania: 2015
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

Historia znów zatacza koło. Nie przypuszczałem, że jeszcze za mojego żywota, no ale stało się. Paul Bostaph wrócił do Slayer. Chyba trzeci raz w karierze (wliczam krótką przerwę przed lub po "Undisputed Attitude"). Tak jest, podczas gdy ścierwojady ujadały nad ciepłą jeszcze mogiłą Jeffa Hannemana, rozwodząc się na temat zasadności kontynuowania działalności Slayera, pozbawionego naczelnego kompozytora i legendarnego riffologa, mnie bardziej elektryzowały informacje na temat tego, kto zasiądzie za beczkami Zabójcy po kolejnej rejteradzie Lombardo.

Perkusja w tym zespole to dla mnie stanowisko kluczowe. Po takich płytach, jak "Reign In Blood" czy zwłaszcza "South Of Heaven", w kontekście napierdalania w gary już mało co było w stanie mnie zadowolić. Gdy pierwszy raz zabrakło "Tej Drobnej Ikony" za zestawem, a Hanneman z Kingiem i Arayą stanęli na brzegu kryzysu (przecież cała planeta "waliła" w rytm bicia Dave'a), pojawił się Bostaph, a sukces "Divine Intervention" czy całkowicie obrywającego łeb "God Hates Us All", to w dużej mierze jego zasługa.

Z kolei o powstanie nowego "platera" Slayer, mimo śmierci Jeffa, byłem raczej spokojny. Z pewnością jeszcze kopy spadkowego materiału osierocone walały się po archiwum Kerry'ego, bez względu na to, jak bardzo by zaprzeczał ich istnieniu. Nie byłem za to pewien, kto tchnie w niego perkusyjne życie lub, jak kto woli, uratuje go tym razem. Wybór padł na Paula i dopiero w tym momencie zacząłem się podniecać. Od razu przez czapę przeleciały "Dittohead", "Warzone", "Disciple" czy "Exile", i już wiedziałem, że nowy krążek nie ma prawa nie wyjść. Jak nawet nie będzie genialny, to ciężarem zbliżony do miazgi "Boga Nienawidzącego (no przecież) Nas Wszystkich". No i sprawdziło się. Prawie dostałem, co zamawiałem. "Repentless" wprawdzie nowym "Divine Intervention", ani tym bardziej "GHUA", czy już w ogóle "Reign In Blood", nie jest, w przeważającej jednak części, jak na dzisiejsze zniewieściałe standardy - gniecie. Czy się to fanom Slayera z Hannemanem i Lombardo podoba, czy nie.

Zdjęty wiosennymi doniesieniami z obozu autorów płyty roku - czyli Paradise Lost - nawet nie zwróciłem uwagi na wałki premierowe, wypuszczane przez Slayer do sieci, za co wielkie dzięki dla Angoli. Uniknąłem całej tej męczącej dysputy w typie: jakie to "nudne, chujowe i do psa podobne", bo bez Hannemana. Nie żałuję, spałem dobrze, a "Repentless" już teraz po premierze przekonuje, że jest dobrą płytą, z tym że jako całość. Po kilkudziesięciu odsłuchach rzeczywiście nie odnajduję tutaj może killerów, ale łapię się na tym, że płyty za każdym razem słucham na jednym wdechu, bez ziewania, nerwowego przewijania, co więcej, ze dwa razy może nawet musiałem zmienić starcze pieluchomajty. Szczególnie przy szybszych, standardowych dla "Sleja" numerach, jak wpadający zaraz po złowieszczym intro "Delusions Of Saviour" - "Repentless" czy przegenialnej, motorycznej, drugiej części "Take Control", mocno osadzonego w kanonie wielbionej przeze mnie konwencji "God Hates Us All".

Materiał obfituje jednak w wiele wolniejszych, walcowatych momentów, czego też się spodziewałem, skoro - jak deklaruje producent - to płyta Kerry'ego Kinga. Wychodzi to raz lepiej raz gorzej. Taki "When Stillness Comes" bardzo mi na przykład leży. Wejście rodem ze "Spill The Blood" ("South Of Heaven") i genialne, desperackie porykiwania Tomasza Arayi robią z niego fajną, psychomakabreskę. Ale już dajmy na to "Cast The First Stone" nie robi podobnego wrażenia. Jest bo jest, ale tytułu raczej za dwa tygodnie nikt nie spamięta. Nie rozumiem też, co w zestawieniu robi znany od 5 lat z jakiegoś mini cd, jeszcze z sesji "World Painted Blood", lekko punkowy "Atrocity Vendor"? Może po prostu taka polityka, choć jakby odchudzić krążek o te dwie minutki, to chyba nic by się nie stało. Ale jest fajny, pasuje, a takie Megadeth też tak czyniło, choćby z "Black Swan", więc wstydu nie ma. Jako wielkiemu fanowi gęstych przejść Bostapha, Zabójcy słodzą mi jeszcze w "Pride in Prejudice". Sporo w nim klimatu z chyba najmniej znanego, najwolniejszego w historii kawałka Slayer, jakim był "Gemini" z coverowej "Undisputted Attitude". 666 kg ciężaru i te karabiny maszynowe werbla...

Wrażenie robi okładka. Od razu widać, że znów King patrzył na łapy malarzowi. On zawsze i wszędzie jest wkurwiony. Nie malarz, King ma się rozumieć. Nie wiem, czy w czasach, kiedy takie figury jak Kobieta z Brodą i Człowiek Łyżwa to już nie mieszkańcy cyrku, tylko sąsiedzi zza ściany, ktoś się jeszcze taką obrazoburczością bulwersuje, ale jak dla mnie klasa, koszulinka bliska ciału już zamówiona.

Ok, ok, wiem, wiem... A jak tam Gary Holt dźwiga schedę po Jeffie... Przecież już wiecie. Jakkolwiek zabrzmi to śmiesznie, w ogóle nie czuję, że to gitarowy filar z innego zespołu. Holt brzmi jak Slayer, tyle w temacie.

Kupić czy nie? Kupić. "Repentless" spośród reprezentantów wydawniczych zespołu - obecnie już tylko Kinga i Arayi - od 2000 r. mieści się spokojnie jakościowo zaraz po "God Hates Us All" i "Christ Illusion", a przynajmniej na równi z "World Painted Blood". Ma parę wad, które gdzieś tam wytknąłem, ale jako całość jak zwykle ściera słuchaczem podłogę niczym szmatą. Jak na pożegnalny krążek, bo wątpię czy powstanie kolejny, naprawdę spokojnie wyceniam na 8.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Slayer "Repentless"
donia1965
donia1965 (wyślij pw), 2016-02-19 14:20:13 | odpowiedz | zgłoś
nie będę obiektywny.5 dekad na karku.słucham ich od zawsze.ze starej gwardii tzw trashu jedynie oni dają kopa,reszta to wielka rzadka kupa.dla mnie płyta zajebista.twoje recenzje dużo dla mnie znaczą.
re: Slayer "Repentless"
minus
minus (wyślij pw), 2016-09-21 20:41:06 | odpowiedz | zgłoś
No nie wiem, Testament ostatnio też w dobrej formie, może nawet lepszej niż Slayer.
re: Slayer "Repentless"
im80 (gość, IP: 195.198.46.*), 2016-10-06 23:05:12 | odpowiedz | zgłoś
Nie Testament tylko Overkill i Exodus.
re: Slayer "Repentless"
Ziomaletto
Ziomaletto (wyślij pw), 2017-07-05 23:11:08 | odpowiedz | zgłoś
Slayer to rzadka kupa. Posłuchaj ostatnich wydawnictw Testament, Death Angel, Overkill czy Tankard, wtedy pogadamy.
re: Slayer "Repentless"
Marcin Kutera (wyślij pw), 2015-11-08 15:10:38 | odpowiedz | zgłoś
Ja tam bym tej płyty nie linczował, bo jest to i tak niezłe osiągniecie po takich perturbacjach personalnych.
Skomentuje więcej pod koniec roku jak znajdę na to więcej czasu. odniosę się do recenzji Megakruka i własnych, jednakże myślę, ze nieco trafnych przemyśleń i odczuć podczas słuchania płyty.
re: Slayer "Repentless"
uno (gość, IP: 31.6.169.*), 2015-11-06 23:20:53 | odpowiedz | zgłoś
Spodziewałem się czegoś zupełnie innego. Slayer ze swoim "Repentless" to obecnie druga. A kiedyś był sam szczyt, a i konkurenci byli w znacznie lepszej formie.
re: Slayer "Repentless"
universal_soul (gość, IP: 81.187.190.*), 2015-10-16 20:49:46 | odpowiedz | zgłoś
Jak dla mnie jedno i to samo w kolko. Perka jak na garnkach obciagnietych kozla skora, gitary jak komary, porykiwania i przygnebiajaca tematyka, nie wnoszaca nieczego nowego. Dziekuje ale nie
re: Slayer "Repentless"
fanslayera (gość, IP: 83.29.170.*), 2015-10-03 15:34:06 | odpowiedz | zgłoś
Brak mahometa na okładce razi, byłoby to bardziej na topie.

Popatrzmy na dyskografię Slayera:
do Season in the Abyss - kult
Divine Intervention - super, choć jest to Season in the Abyss2
Undisputted Attitude - covery, ok
Diabolus Musica - nu metal part 1, takie sobie
God Hate Us All - nu metal part 2, ale bardzo dobre
Christ Illusion - super
World Painted Blood - takie sobie
Repentless - takie sobie

w sumie, na 12 płyt tylko 3 są słabe, więc nie jest tak źle.
re: Slayer "Repentless"
Straszny Grandż (gość, IP: 46.112.134.*), 2015-09-28 21:08:21 | odpowiedz | zgłoś
Nie lubię na siłę do czegokolwiek się przekonywać. Po - opinia stricte subiektywna - doskonałym "Christ Illusion" poprzedzonym niezłym "God Hates Us All" ("Diabolus..." to niestety porażka) Panowie O Groźnych Minach (może oprócz Tomka) wydali słabiuteńki "World Painted Blood" i ... zniknęli. Inna sprawa, że Slayer zawsze był/jest (zależy jak popatrzeć) w cieniu grających zdecydowanie bardziej przystępnie Metalliki i Megadeth.

Potem zawirowania kadrowe, problem(Kerry'emu jednak włos nie zjeżył się na głowie z tego wszystkiego)z producentem (może pokłócili się, który ma ładniejszą brodę) ale... oczekiwania były bo - przynajmniej w kraju nad Wisłą - krąży bezpodstawna opinia jakoby Slayer nagrywał tylko dobre płyty.

Koniec jednak wylewania żali i uszczypliwości. Szanuję Slayera mimo jego infantylności. Co do "repentless".
Płyta niestety dupy nie urywa. Niczym również nie zaskakuje, a może po prostu ja się starzeję? Szkoda. Tym bardziej, że 6 lat przerwy to wiele. Z drugiej strony to chyba najwyzej notowany album Amerykanów w historii (2. miejsce w światowej sprzedaży). Czyli... hm, mozna, hehe. Pozdrawiam
re: Slayer "Repentless"
qkgmdt (gość, IP: 213.92.236.*), 2015-10-01 21:00:24 | odpowiedz | zgłoś
"World painted blood" słabiusieńki. Tak, temu panu już podziękujemy... Trzeba było jeszcze dodać że był mało zaskakujący.

Oceń płytę:

Aktualna ocena (357 głosów):

 
 
68%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

- Slayer

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Paradise Lost "The Plague Within"
- autor: Megakruk

Megadeth "Dystopia"
- autor: Megakruk

Death "The Sound of Perseverance"
- autor: Rock'n Robert
- autor: Sanitarium

My Dying Bride "Feel The Misery"
- autor: Megakruk

Metallica "Death Magnetic"
- autor: Ugluk

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Ile najwięcej zdarzyło Ci się zapłacić za bilet na koncert?