zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku sobota, 13 sierpnia 2022

recenzja: Moonspell "Irreligious"

23.08.2001  autor: Miki(S)
okładka płyty
Nazwa zespołu: Moonspell
Tytuł płyty: "Irreligious"
Utwory: Perverse... Almost Religious; Opium; Awake!; For A Taste Of Eternity; Riun And Misery; A Poisoned Gift; Subversion; Raven Claws; Mephisto; Herr Spiegelmann; Full Moon Madness
Wydawcy: Century Media Records, Metal Mind Productions
Premiera: 1996
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

"W każdym ziemskim klimacie, pod śniegiem, pod znojem
Śmierć przygląda się tobie, pocieszna Ludzkości!
I - jak ty - na swe ciało zlewając wonności,
Miesza swoją ironię z obłąkaniem twoim."

"Wolfheart" był albumem, który na długo zapadł w pamięć, o ile oczywiście słuchacz potrafił docenić jego dziką i dekadencką atmosferę. Ci, którzy ulegli Czarowi Księżyca, pokochali na pewno specyficzny styl Portugalczyków. Moonspell połączył agresję ze zmysłowością i tajemnicą, do "brudnej", metalowej melodyki wplótł dużo akustycznych, spokojnych elementów, w dużym stopniu oddał hołd miejscu, z którego się wywodzi, własnej kulturze, przeszłości i wszechobecnej przyrodzie. Dość sugestywne teksty opowiadały o Dzieciach Nocy, skrywających się wśród ciemności - o wampirach i wilkołakach i o przekraczaniu wrót pomiędzy światem zwierzęcym i ludzkim. Można się było spodziewać, iż Fernando Ribeiro i jego współtowarzysze podążą dalej tym szlakiem i znów nagrają album o grozie skrywającej się przed światłem słońca. O gęstych, przerażających lasach, w których króluje strach i najsurowsze prawa. O wilczych ceremoniach, rozgrywających się w świetle Księżyca. I spotkało nas rozczarowanie, lecz w pozytywne! Tylko ostatnia kompozycja przypomina "wilcze" korzenie grupy.

Album rozpoczyna gregoriański chorał, na którego surowe, niepokojące brzmienie nakładają się elektroniczne dźwięki instrumentów klawiszowych i dzwonów kościelnych, od razu możemy zachłysnąć się nową, jakże odmienną atmosferą. Moonspell z pomocą dźwięków kreuje inną rzeczywistość - świat przygniatany przez strach, grzech, lubieżność i skrywane pożądanie, wypełniony słodkawym dymem opium, cuchnącymi oparami siarki i wszechobecnymi znamionami upadku. Postacie-symbole zmieniają się jak w kalejdoskopie: Wampirzyca, Pan Luster, Mefisto... Wspaniale śpiewa Ribeiro, nisko, na ogół czysto, ze specyficznym akcentem, czasem słychać tylko jego złowrogi szept lub melodeklamację. Sekcja rytmiczna to znak charakterystyczny Portugalczyków - wspaniałe, "pierwotne" brzmienie bardziej typowe dla muzyki "korzeni" niż rocka i ten pulsujący bas, do tego odpowiednio ciężkie brzmienie gitar i piękne solówki - zasługa Ricarda. I wreszcie dużo elektronicznych dźwięków oraz instrumenty klawiszowe, oba te elementy pełnią większą rolę niż na poprzednim albumie. I brzmią doskonale.

Nastroje i tempa ciągle ulegają zmianie, nie może być mowy o znużeniu czy braku koncepcji, każdy kolejny utwór zawiera w sobie to "coś" - pomysł, magię, tajemnicę. Od tych utworów aż bije energia, jest jak wulkan wyrzucający ze swego wnętrza strumienie lawy.

Tylko od was zależy czy ulegniecie szaleństwu i czarowi pełni księżyca, wsłuchani w wiatr, wpatrzeni w snopy strzelających ku niebu iskier.

Komentarze
Dodaj komentarz »